Dzień jak co dzień. Kolejny dzień
szarej rzeczywistości w której trzeba chodzić do piekła, pod
ukrytą nazwą 'szkoła'. Z obojętnością w sobie pakowałem drugie
śniadanie naszykowane przez Stormie. Myśli, że jestem słodkim
blondynem, który chodzi do szkoły i pilnie się uczy. Gdybyś znała
prawdę.. och przeliczyłabyś się. Upewniłem się czy w moim
plecaku znajduje się elektryk, który kilka dni temu zakupiłem i
wyszedłem z domu. Kierowałem się prosto w wyznaczonym kierunku.
Krótko szedłem, bo akurat przyśpieszyłem z niewiadomego mi powodu
i byłem w szkole.
W-F. Okazało się, że będziemy mieli
lekcje ze starszym rocznikiem. Och, wf z Rockym. To będzie
interesujące doświadczenie. Owszem dba o siebie, trochę za bardzo,
ale jeżeli wchodzi w grę konkretny sport, to daje z siebie
wszystko. Oczywiście używając przy tym antyperspirantu, by jak
zawsze być ''olśniewającym'' jak to on mówi. Dzisiaj gramy w
koszykówkę. Jedyny sport, który mnie pasjonuje. Często bierzemy
udział w różnych mistrzostwach. Zawsze chciałem być w drużynie,
ale moje osamotnienie postawiło kreskę nad tym zamierzeniem. Po
wybraniu składu rozpoczęliśmy zaciętą 'walkę'. Nawet nie
próbując ktoś mówił, że specjalnie to robię, żeby trener
wziął mnie do teamu. Robię to co lubię, a to co lubię robię
najlepiej. Przynajmniej się staram.
Moja obojętność jakoś zniknęła.
Co jest dziwne. Zawsze utrzymuje się aż do wieczora. Najważniejszy
był teraz wynik. Decydujące podanie. Podbiegłem do przeciwnika, po
czym pokozłowałem, wyminąłem go, zrobiłem obrót, który
skutecznie go zmylił i rzuciłem. Trafiony! Koledzy z drużyny
podnieśli mnie do góry i zatryumfowali. By nie dać po sobie poznać
powoli powracającej do mnie obojętności wykrzyknąłem 'Yeah!' i
podniosłem w góre charakterystycznie ręke na znak radości ze
zwycięstwa. To tylko zwykła gra podczas lekcji, a każdy się tym
jara, jakbyśmy wygrali ostatni mecz sezonu. Kiedy drużyna mnie
opuściła usiadłem na ławce obok reszty. Miejsce wolne po mojej
prawej zajął, nie kto inny tylko Rocky. Nawet nie zauważyłem jak
on gra. Być może za bardzo skupiłem się na grze. Pierwszy raz, aż
tak się od wszystkiego oderwałem. A co najlepsze.. to sprawiło mi
dużo.. radości? Od dawna się taki nie czułem. To bardzo dziwne
uczucie. Po chwili kapitan jednej z drużyn okrzyknął, że kolej
dziewczyn. To my mamy drużynę koszykarską z udziałem dziewczyn?
Kto by pomyślał. Tyle lat chodzę do tej szkoły, a czuje się jak
nowy jej członek. Z zamysłu wyrwał mnie głos Rocky'ego.
-Dawajcie dziewczyny! Ej Ty!-wskazał
na jedną z nich, po czym ona spojrzała na niego z pytającą miną.-
Zadzwoń- cały on. Nigdy nie może się powstrzymać. Dziewczyna
przez niego wylądowała na tyłku, bo jedna z przeciwniczek ją
wyautowała, co było uznane za faul. Przewróciłem oczami, po czym
strzeliłem facepalma i wyszedłem z sali. Dziewczyny skończyły
grę, a chwilę po skończyła się lekcja. Skierowałem się w
kierunku szatni. Długa przerwa. Jak dobrze. Poczułem jak ktoś mnie
ciągnie za dłoń. Bezsilny poddałem się temu ruchowi i
przyjrzałem się dobrze danej osobie. Och, to tylko Rocky. Co on
znowu wymyślił?
-Dziewczyny teraz mają zajęcia
taneczne hip hop.-zupełnie mnie to nie zainteresowało. Ponownie..
cały on.
-Podczas przerwy?-spojrzałem na nie,
po czym ze skrzywioną miną na brata.
-Ćwiczą, bo ma się pojawić jakiś
trener z wyższej uczelni.-był strasznie zapasjonowany tym całym
tańcem.
-Skąd ty wiesz takie
rzeczy?-spojrzałem na chłopaka z beznamiętną miną. Ten nie
posłuchał i patrzył dalej.
-O tak mała. Kręć tyłeczkiem,
kręć-wkurwiłem się po czym palnąłem chłopaka w tył głowy.
Mocno.
-Rocky!-krzyknąłem, po czym on zaczął
się masować w uderzone przeze mnie miejsce.
-Ej. To bolało!-zrobił minę małego
psiaczka, co mnie w ogóle nie ruszyło.
-Ojejusiu, przykro mi. Chciałem
mocniej.-zrobiłem sarkastyczny uśmieszek po czym spoważniałem.
-Po prostu jestem zawsze poinformowany
w istotnych dla mnie sprawach.-odpowiedział na poprzednio zadane
przeze mnie pytanie.
-Mnie jedynie interesuje, by ten dzień
zakończył się w spokoju, bez twojego myślenia o tyłkach
tańczących dziewczyn w mojej obecności i to na głos.-wykrzyczałem
wręcz z poirytowaniem, po czym obejrzałem się za siebie i ujrzałem
jednego z dyżurujących nauczycieli. Jedyne co się ze mnie wydobyło
to jedynie samo 'dzień dobry' z wymuszonym uśmiechem i pociągnąłem
chłopaka za bluzkę, jednocześnie przysuwając go do mnie.
-No proszę. Zostań ze mną. Zrób to
dla niej.-jego słowa mnie zmyliły i jednocześnie zaciekawiły.
Niej?
-O kim teraz mówisz? Pogubiłem
się.-chłopak pociągnął mnie w stronę szklanych drzwi wskazując
na jedną z dziewczyn, która śpiewała jakąś piosenkę, a w tle
tańczyły 'tancerki Rocky'ego'. Przyglądałem jej się z uwagą,
próbując sobie przypomnieć tą znajomą twarz. Ech, nic z tego.
Muszę jakoś uciec z ''objęć'' brata i się wymigać. Mam ochotę
zapalić.
-Musze iść, zaraz są lekcje-zrobiłem
jeden krok przed siebie, a ten pociągnął mnie za kaptur, przez co
mało się nie wyjebałem na mokrą podłogę, którą sprzątaczka
właśnie przed chwilą umyła. Przesunąłem się lekko w bok
poprawiając kaptur i rzeczywiście poleciałem na morką podłogę.
-Dzięki brat. Czyścisz mi
spodnie.-powoli wstałem, próbując otrzepać spodnie, lecz bez
skutku.
-Spokojnie Rauce, dupcia
wyschnie.-klepnął mnie w tyłek. Co mu kurwa dzisiaj odwala? Ja mu
dam klepanie. Ostatnio zaczął mówić do mnie jakąś dziwną
ksywką. Jego zachowanie jest mega irytujące. Wkurzony tym, że on
znowu się wgapia w te dziewczyny, ponownie palnąłem go podwójnie
w tył głowy.
-A to drugie za co?- spojrzał na mnie
gniewnym spojrzeniem, rozmasowując się w bolące (za pewne)
miejsce.
-Taki bonus.-uśmiechnąłem się nie
szczerze, po czym czekałem aż brat dojdzie to puenty, bo nie chce
znowu skończyć na podłodze. Wystarczy, że przez tego idiote mam
mokrą dupę. Pajac.
-Chodźmy tam. Będziesz miał okazje
do niej zagadać tym razem.-poklepał mnie po plecach.
-Tym razem? Ja tej dziewczyny nie znam,
kiedy to załapiesz?!-zacząłem wkurwiony machać rękami a on mnie
pociągnął w stronę trybun. Oboje siedzieliśmy i patrzyliśmy się
w jeden punkt. Ach, oczywiście tym punktem były dziewczyny tańczące
hip hop za.. tą dziewczyną. Rzeczywiście mi kogoś przypomina. Ale
kogo? Próbuje przywołać wspomnienia. Ostatnio nigdzie nie
wychodziłem z domu. Jedynie to w ten dzień kiedy kupiłem
elektryka. Chwila.. to wtedy. Wpadłem na nią. Jak ona się
nazywała? Och, moja kochana skleroza, nigdy nie zawodzi i jest
zawsze w gotowości. Rocky kibicował dziewczynom. Z tego co się
dowiedziałem od brata to one zastępują poprzednią drużynę
cheerleaderek, bo obecne pojechały na jakieś mistrzostwa stanowe
czy co tam. Czasami go słucham. Po chwili zacząłem się wpatrywać
w ta dziewczynę. Miała idealnie ułożone loki obok siebie i
kapelusz na głowie. Miała na sobie swobodną sukienkę, co dodawało
jej uroku. Lynch ogarnij się. No ale zaprzeczyć nie mogę, jest
ładna. Przysłuchałem się piosenki, którą zaśpiewała. Nie znam
jej. Pewnie jest jej autorstwa. Dziewczyna zauważyła chyba, że
beznamiętnie jej się wpatruje i nasze spojrzenia się spotkały.
Poczułem jak policzki mnie parzą. Mam nadzieje, że nie dzieje się
to co myślę.
-Oo, noo gościu. Ty się
rumienisz.-zaczął się debil śmiać. Mnie nie było do śmiechu.
Przewróciłem jedynie oczami.
-To zwykła dziewczyna. I wcale się
nie rumienie! .. No dobra idziemy, bo dzwonek zadzwonił.-na
szczęście brat mnie nie zatrzymywał. Spojrzałem za siebie w jego
strone, ale oczywiście wgapiał się w te dziewczyny. Pokręciłem
głową i poszedłem. Fizyka. Ugh. Nienawidzę tego przedmiotu. Facet
bym strasznie upierdliwy. Trzecia zasada dynamiki. Po cholere mi
takie bzdety do życia potrzebne? Pan George zaczął pisać wzory na
tablicy, a ja wyjąłem swój zeszyt i zacząłem coś rysować.
Próbowałem robić to dyskretnie, aby nie mieć potem kłopotów.
Czasami jak jest mega nuda na lekcji, to właśnie rysuje jakieś
rysunki. Lubie to robić. Jakoś sam z siebie zacząłem rysować..
tą dziewczynę. Chciałem, żeby wyszła mi Emma, ale los chciał
inaczej. Z zamysłu wyrwał mnie głos nauczyciela. Uniosłem głowę
do góry i udałem, że się uśmiecham.
-Wie pan, że w ten sposób nie okazuje
mi pan szacunku?-spojrzał na mnie zza okularów tym swoim surowym
wzrokiem. Sabrina wpatrywała się we mnie. Oj będę miał kłopoty.
-Przepraszam proszę pana. Po prostu
ja..-nagle ktoś mi przerwał. Spojrzałem w stronę dochodzącego
głosu. Sabrina. Co ona wyrabia?
-No bo to moje !-podbiegła po mój
zeszyt.-Te rysunki są moje. Ross za pewne jedynie je przeglądał.
Niech pan mu nie ma tego za złe.-rzuciła na niego błagalne
spojrzenie. George jedynie westchnął i podarował nam to. Oboje
odetchnęliśmy z ulgą, a gdy spojrzałem z uśmiechem na
dziewczynę, ta do mnie mrugnęła. Czyli już nie są na mnie źli
za tamto? Za pewne tak, skoro tak się zachowała. Wybił dzwonek na
przerwę. Postanowiłem poczekać przed drzwiami na Sabrine. Jak
zwykle musiała wyjść ostatnia, żeby wszystkich przepuścić. Ta
jej nie ubłagana dobroć.
-Hej, słuchaj.. Dzięki, że się za
mną wstawiłaś. Gdyby nie ty, pewnie siedział bym teraz w
kozie.-roześmiała się lekko i spojrzała ciepłym spojrzeniem w
moją stronę.
-Nie ma sprawy gościu, od czego masz
przyjaciół.-szturchnęła mnie w ramie i oboje się zaśmialiśmy.
-No niby tak. Przepraszam za to
wszystko, co wyrabiałem.-chyba powiedziałem to, czego właśnie
oczekiwała. Mmm czyli to był zamierzony plan?
-Czyli kończysz z tym
gównem?-spojrzała na mnie. Tłumiła w sobie radość, którą..
nie wypuści.
-Nie, ale przeproszę raz na parę lat,
żeby zacząć od nowa-spojrzała na mnie gniewnym wzrokiem.
-Słuchaj.. tego nie da się zrobić z
dnia na dzień. Jestem uzależniony i to mega. To sprawia mi radość.
Zrozum. Nie teraz.-dziewczyna jedynie westchnęła.
-No dobrze. Rozumiem. To nie łatwe.
Poradzisz sobie. Masz nas-objęła mnie ramieniem i szliśmy wzdłuż
korytarza na dalszą lekcje. Dzień minął dzisiaj.. o dziwo
spokojnie. Wszyscy się rozeszli. Już prawie wszyscy opuścili mury
tej szkoły. Tak, to koniec dnia tutaj. Jest tutaj taka cisza. To
jest to co uwielbiam. To czego teraz potrzebuje. Chyba teraz zostałem
kompletnie sam. Nie słyszałem nawet, żeby sprzątaczki się
krzątały. Oparłem się o ścianę przed wejściem do hali
gimnastycznej. Rozmyślałem nad sensem istnienia. Szczególnie
mojego. Jaki ja mam cel w życiu? Muzyka? To jest na pewno to co chce
w życiu dalej robić? Czy oddać się dobrowolnie w łaski nałogów..
Te myśli mnie przytłaczały. Nie wiem po co zaprzątałem sobie
nimi głowę. Ale jakoś muszę poukładać sobie to wszystko. Co
mnie otacza. Te sytuacje. Kłótnie. Wzloty i upadki. Nie wiem czy
podołam. Czy jestem gotowy, by zająć się sobą. Jestem prawie
dorosły. Poradzę sobie w życiu? Czuje się jak ostatnia ofiara
tego świata. Bezdomni mają lepsze plany na przyszłość niż ja
sam. Może to nie odpowiednie porównanie, ale uważam, że mojego
życia nie da się już naprawić. Za głęboko wpadłem w to dno.
Nie uda mi się z tego wydostać. Nagle coś przerwało moje myśli.
Odgłos był dosyć głośny. Chyba pochodzi z hali. Czyżby to
dźwięk pianina? Och, czyżby to była nasza piosenka? Jak cudownie
grana. Ta melodia ukoiła i wyrzuciła wszystkie złe myśli z mojej
głowy. Skierowałem się w poszukiwani tego dźwięku. W rogu hali
stało ogromne czarne pianino. Podszedłem bliżej. Ujrzałem ją. To
ta dziewczyna. Skąd ona by znała nasze piosenki? Nie wiedziałem,
że na pianinie nasze utwory tak cudownie brzmią.Grała 'If I Can't
Be With You'. Dziewczyna przycisnęła palcem na ostatni klawisz i
zakończyła granie. Momentalnie spojrzała w moją stronę. Widać
była zdziwiona. Nie zauważyła mnie za pewne.
-Och, ty tu cały czas
stałeś?-wyglądała na lekko speszoną. Ktoś tu jest nieśmiały.
-Przeszkodziłem ci? Jeżeli tak to
przepraszam. Ale musiałem zobaczyć kto tak pięknie gra. Masz
prawdziwy talent.-uśmiechnąłem się do niej, aby poczuła się
bardziej pewnie.
-Tata mnie nauczył. Był nauczycielem
muzyki w Nowym Yorku. A ta piosenka jest taka cudowna. Musiałam
spróbować ją zagrać. Jednym słowem.. so emotional- z jej oczu
wypływał zachwyt i podziw. No proszę, czyli jednak komuś się
podoba to co gramy.
-Kiedy pisałem tą piosenkę właśnie
miałem nadzieje, że wzbudzę takie uczucia wśród
fanów.-dziewczyna natychmiastowo obdarzyła mnie zdziwionym
wzrokiem, jakby nie dowierzała w moje słowa.
-Chwila. Czy ja dobrze rozumiem.. To
twoja piosenka? Ale jak to.. ale.. czekaj.. ty grasz w tym zespole?
Dlaczego ja cie nie poznałam?-za jąkała się dziewczyna. To miłe,
że komuś się podoba to i to fajne uczucie, kiedy ktoś jest tak
zachwycony tym, nad czym tyle pracowałeś.
-To w sumie dobrze. Lepiej niż tak jak
inne fanki, które najlepiej to by mnie na miejscu
zgwałciły.-roześmiałem się, a ona wybuchła śmiechem.
-Bez obaw. Nie znajdę się wśród
nich.-odeszła od pianina, zamknęła swój zeszyt, za pewne z
piosenkami i zbliżyła się do mnie. Postanowiliśmy, że
przejdziemy się razem. Laura mieszka podobno godzinę drogi ode
mnie. Zaczęliśmy trochę rozmawiać.
-Komponujesz?-spytałem ni z tond ni
zowąd. Dziewczyna mocniej ścisnęła swój zeszyt, jakby ktoś
chciał jej go wyrwać prosto z rąk.
-Owszem. To nic takiego. Często piszę
piosenki. To mnie uspokaja.-uśmiechnęła się nieśmiele.
-Ja ostatnio oddaliłem się od tego
wszystkiego. Nawet nie mam weny, by co kol wiek napisać.-wyznałem.
W sumie od kiedy zmarła Emma ciągle pisałem smutne piosenki, bo
nie umiałem skupić się na niczym innym. Dziewczyna spojrzała na
mnie zamyślonym wzrokiem i takim spokojnym.
-Coś się stało?-zapytała. Nie wiem
czy jestem gotowy jej o tym powiedzieć. Z jej oczu można wyczytać
tylko jedno. Nie znamy się, ale zachowuje się jakby próbowała się
troszczyć. Czułem, że mogę jej zaufać. Sam nie wiem. Nic nie
odpowiedziałem. Szedłem z nią krok w krok, nie zamieniając ani
jednego słowa.
-Och przepraszam. Pewnie to jakaś
delikatna sprawa. Nie będę naciskać.-speszyła się ponownie. Jaka
ta dziewczyna jest nieśmiała.
-Zgadza się, ta sprawa jest dla mnie
bardzo bolesna. Powiedziałbym ci.. tylko nie teraz. Za wcześnie na
to. Nie jestem gotowy. Mimo tego, że minęło od tego sporo czasu,
to boli jak świeża rana. To kłamstwo, że czas leczy rany. Pewnych
spraw nigdy się nie zapomina.- poczułem dziwne ukucie w środku.
Pewnie przez tą myśl. Muszę przestać starać się o niej myśleć,
to mnie przytłacza.
Dziewczyna się zatrzymała. Och, czyli
już koniec spaceru. To jej dom.
-Dzięki za spacer. Mimo, że się
jeszcze nie znamy, zawsze pamiętaj, że możesz mi powiedzieć
wszystko. Bez względu na co kol wiek.-uśmiechnęła się i
pomachała mi, na znak pożegnania. Włożyłem ręce do kieszeni,
spojrzałem ostatni raz w jej stronę i skierowałem się przed
siebie. W głowie miałem tylko dźwięk klawiszy na których grała.
Podobnie gra jak Rydel, ale widać, że wniosła w to wiele serca i
przelała to na muzykę. Nigdy mnie nie obchodziło to. W sensie,
jest wiele kółek muzycznych w szkole, a żadnej członek tego klubu
nie zainteresował mnie swoją muzyką. Przez tą sławę znalazło
się wiele dziewczyn, które próbowało nieudolnie zaimponować mi
swoją grą na jakimś instrumencie. Robiły to z przymusu. Nie
powinny patrzeć na kogoś, tylko robić to co się kocha z pasją.
Muzyka jest jak poezja z osobowością. Trzeba umieć poczuć ją w
sobie. Każdy kto ma talent powinien próbować za błysnąć. To
oczywiste, że na swój sukces trzeba sobie zapracować. Nikt nie
staje się sensacją w jedną noc. Ta dziewczyna dała mi nadzieje.
Na co? W sumie nie wiem jak ubrać to w słowa. Chyba na to, że
jeszcze uda mi się powrócić do muzyki. Nigdy się nie
spodziewałem, że zwykłe brzdąkanie na pianinku coś we mnie
ruszy. Powinienem doceniać to co mam, bo inni mają gorzej. Jestem
okropnym egoistą. Dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. Muszę
to zmienić.
Rozejrzałem się dookoła. Och,
dom. Zdjąłem słuchawki z uszu i powędrowałem do środka.
Rzuciłem plecak w kąt, po czym zdjąłem buty i zrobiłem z nimi to
samo co z plecakiem. Gdy spojrzałem przed siebie ujrzałem Rocky'ego
i Rydel wpatrujących się we mnie. Bacznie im się przyglądając
próbowałem zejść im z oczu, by uniknąć tego wnikliwego
spojrzenia. Zaczynam się powoli bać.
-Dobra, o co chodzi?-spytałem
obojętnie. Wiem, że zaraz by coś wynikło samo z siebie, gdybym
nie spytał. Wole mieć to za sobą. Oni dalej stoją jak wryci.
Sięgnąłem po wodę, odkręciłem i wziąłem małego łyka.
Spojrzałem kątem oka w ich stronę. Dalej się gapią, nie
zamieniając nawet słowa.
-Heloł? Słyszycie.
Ziemiaaa!-pomachałem im przed twarzą i lekko się ocknęli. Już
nie mieli tej swojej dziwnej, poprzedniej miny, ale dalej się
wpatrywali we mnie beznamiętnie.
-Do cholery, nie mam czasu się z wami
bawić w gierki. Mówicie o co chodzi!-oburzyłem się. No kurde,
stoją i się gapią na ciebie. Nie powiedzą o co chodzi i stoją
jak dwa bałwany. No weź się tu nie wkurz.
-Eee nie nic. Wszystko
okej.-powiedziała cicho Rydel. Co im dzisiaj wszystkim jest?
Zamieniłem się w ducha? Umarłem? Hahaha zaczyna mnie ta sytuacja
bawić. Atmosfera z lekka się zmienia.
-Za to miałeś ciekawe
towarzystwo.-Rydel zmroziła go wzrokiem i szturchnęła w ramie. A
więc o to chodzi. Kiedy oni mnie widzieli?
-Chodzi wam o tą dziewczynę? To nic
takiego. Odprowadziłem ją, bo została sama w szkole. Drobiazg. Z
resztą chyba nie muszę się wam tłumaczyć.- roześmiałem się i
walnąłem lekko chłopaka w czoło i poszedłem w swoją stronę.
Zatrzymał mnie głos siostry.
-Cieszymy się, że w końcu
zainteresowałeś się jakąś dziewczyną. Jest naprawdę
świetna.-oznajmiła. Ktoś tu się chyba rozpędził.
-Wow, zwolnij. Znasz ją?-zapytałem
-Tak, chodzimy razem na
francuski.-wzruszyła ramionami.
-Ja się z nią nie umawiam. Raz
przypadkowo na nią wpadłem, a dzisiaj tylko odprowadziłem.-czułem
się jak na przesłuchaniu. Ciągle ktoś mnie kontroluje. Chyba
czekali na ten moment od dawna. Aż zobaczą mnie z jakąś
dziewczyną, by zacząć plotki. Oni się kiedyś odczepią?
-Zazwyczaj z takich przypadkowych
spotkań coś wynika.-powiedział chłopak, popijając po łyku
jogurt naturalny... chwila, jogurt? Ach no tak, pan laluś dba o
linie.
-Nie tym razem. To zwykła nieznajoma.
Zrozumcie to. Nie mam zamiaru pakować się teraz w jakie kol wiek
związki. A jeżeli by tak było, wy wiedzielibyście pierwsi.. albo
i nie. -oznajmiłem. Oni chyba nie mają zamiaru odpuścić.
-Oj błagam cię. Widziałem jak się
na nią gapisz. Ona jest dla Ciebie idealna. Może uda ci się przy
niej zapomnieć o.. -Rydel ponownie szturchnęła go w ramie, na co
on jedynie pisnął. Wiem kogo miał na myśli.
-Przegiąłeś stary. Nigdy o niej nie
zapomne. Może dla was Laura jest idealna, ale dla mnie Emma była
jedyną. Nie wiem czy kiedyś kto kol wiek zastąpi jej miejsce.
Weźcie to sobie do serca.-chlusnąłem chłopakowi w twarz resztką
wody. Roześmiałem się sarkastycznie.- To dla ochłody.-rzuciłem
pustą butelkę w jego strone i pobiegłem na góre. Rzuciłem się
na łóżko. Nikt nie zajmie miejsca Emmy. Ona była moją jedyną.
''Obiecaj mi, że znajdziesz godną mnie zastępczynie twego
serca.'' Nie, nie, nie! Wiem, że jej to obiecałem. Ale ja po
prostu nie potrafię o niej zapomnieć. Ni stąd ni zowąd usłyszałem
pukanie do drzwi. Ktoś po chwili wszedł. To była Stormie. Och,
pewnie już wszystko wie.
-Jak tam?-zapytała tym swoim kochanym
i troskliwym głosem. On mnie zawsze uspokaja.
-Źle mi ze sobą.-wyznałem szczerze.
Nie mogłem dusić tego w sobie. W rodzeństwie nie mam w oparcia.
Mam tylko ją. Nad opiekuńczą, ale za to wspaniałą rodzicielke,
której mogę powiedzieć wszystko. Podniosłem się z łóżka i
zebrałem myśli.
-Mamo. Co byś zrobiła na moim
miejscu? .. Gdybyś straciła tate?... Gdyby Mark odszedł. Jakbyś
przebrnęła przez to? Czy wpuściłabyś kogoś na jego
miejsce?-zupełnie bez powodu byłem przerażony tym, co może mi
powiedzieć. Ale wiem, że tylko od niej uzyskam szczerą odpowiedź.
-Było by mi bardzo ciężko się
pozbierać. Nie wiem czy bym się z tym pogodziła, bo go bardzo
kocham. Ale z czasem, pewnie po długim czasie spróbowałabym ułożyć
sobie życie na nowo. Wiem, że Mark by tego chciał. Nikt nie zmusza
cię, żebyś pogodził się z utratą ukochanej z dnia na dzień.
Owszem minęło wiele czasu, ale to nie oznacza, że masz już się w
byle kim zakochać. Jesteś młody. Życie przed tobą. Masz jeszcze
czas by zaplanować sobie każdy jego szczegół i kto będzie go z
tobą dzielił. Rób tylko to co sprawia, że jesteś szczęśliwy, a
nie to czego wymagają inni. Nie dopasowuj się, odstawaj od reszty.
Nie urodziłeś się by być idealny, chodź dla mnie jesteś,
skarbie. Pamiętaj, ze wszystkim da się rade uporać, trzeba tylko
chcieć.-wstała powoli z łóżka i pocałowała mnie w czoło, po
czym poczochrała mi włosy. Następnie wyszła z pokoju, pociągając
za sobą leciutko klamkę. Tego potrzebowałem. Powiedziała mi
dokładnie to czego oczekiwałem. Jedyna osoba, którą kocham
najmocniej na świecie i która mnie rozumie bezgranicznie. Mam
jednak w kimś oparcie. Moje życie nie zmieni się jednak tak łatwo.
Z paleniem skończę pewnie za kilka lat, nałóg nie odpuszcza.
Poprawiając poduszkę dostrzegłem elektryka pod nią. Wziąłem go
do ust, po czym wypuściłem powoli dym. Szybko go schowałem by nikt
nie dostrzegł. Kto wie, może znowu ktoś tu wparuje.
Spojrzałem beznamiętnie na zegarek.
22. Postanowiłem, że i tak nie mam nic do roboty więc spróbuje
zasnąć. Będę miał więcej siły rano i może nie będe takim
zrzędą jak zazwyczaj. Okryłem się kołdrą, wtuliłem w poduchę,
zamknąłem oczy i odpłynąłem.
***********************************************************************
Heeej : ) Długo czekaliście na 3 rozdział. Wiem i przepraszam. Ostatnio sporo rzeczy się u mnie działo. Nie miałam kompletnie czasu na to by co kol wiek napisać. Rozdział kończyłam od północy do 2 w nocy. Ale macie! : ) Kolejny powinien pojawić się szybciej, bo mam już pomysł na niego. Liczę na to, że wam się spodoba. xx
Komentujesz? Motywujesz ! : )