Budzik zadzwonił. Byłem zły każdego
dnia, gdy tylko usłyszałem jego dźwięk.
By go uciszyć walnąłem w niego z
całej siły. Odetchnąłem, gdy mogłem choć na chwile do
poprzednio wykonywanej czynności. Zamknąłem oczy, by powrócić do
krainy Morfeusza, która za pewne nie istnieje, ale wiele ludzi tak
nazywa sen. Długo nie po napawałem się tym uczuciem, gdyż do
pokoju zawitała Stormie, moja rodzicielka.
-No leniuchu, czas wstawać, bo jeszcze
chwila i spóźnisz się na lekcje.-ponaglała mnie tym swoim
łagodnym głosem.
-Jeszcze chwila. Bez obaw. Dzisiaj nie
muszę się śpieszyć, bo mam na drugą lekcje dopiero-oznajmiłem
matce po czym ona zdziwiona spojrzała na mnie.
-Coraz częściej masz te lekcje o
późniejszej godzinie. Czasem mnie nie okłamujesz?-patrzy na mnie
srogo.
-Mówię prawdę. Nie okłamałbym cię
w takiej sprawie.-cóż, jednak matczyny instynkt robi swoje. Tak
dobrze wie, kiedy kłamie. Nauczyciele przyzwyczaili się, że
spóźniam się na lekcje, więc kolejny raz nie zaszkodzi.
-Dobra, w takim razie szykuj się, ja
ci zrobię śniadanie i masz chwile czasu wolnego przed
wyjściem.-mrugnęła do mnie, trzymając klamkę, którą po chwili
przyciągnęła w swoją stronę, jednocześnie zamykając przy tym
drzwi. Podszedłem do szafy, wybierając byle jakie ciuchy. Po chwili
byłem gotowy do zejścia na dół, by zjeść śniadanie.
Powolnymi krokami schodziłem ze
schodów. Wszyscy domownicy zagrzewali już miejsce przy stole.
Czekali chyba już tylko na mnie. Usiadłem przy stole, a Stromie
postawiła przede mną
talerzyk. Mmm jajecznica i naleśniki.
To jedyna rzecz, która mnie napawała w stan euforii. Po za tym
wszystko inne miałem gdzieś. Dziwne, ale prawdziwe. Nie minęło
długo czasu a wszystko z mojego talerza zniknęło. Wstawiłem
talerze do zmywarki, sięgnąłem po plecak i skierowałem się w
stronę drzwi. Zatrzymał mnie jeszcze beztroski głos mamy.
-Ross, dokąd się wybierasz? Podobno
masz dopiero później lekcje.-zapytała wbijając we mnie ten
matczyny wzrok.
-Umówiłem się z przyjaciółmi.
Postanowiłem się, że spotkam się z nimi za nim zaczną się
lekcje. Chciałbym spędzić z nimi trochę czasu. Ostatnio coraz
mniej im go poświęcam.-uśmiechnąłem się promiennie do
rodzicielki, natomiast ona również była szczęśliwa, gdy jej to
oznajmiłem.
Ona wróciła do kuchni, a ja już
byłem za drzwiami. Powędrowałem do moich 'przyjaciół'.
Z perspektywy Rydel
Spokojnie zajadałam przygotowaną
przez Stormie kanapkę. Była naprawdę przepyszna. Uwielbiałam
wszystko co ugotowała kiedykolwiek mama. Jej przysmaki nie mogą się
równać z niczym innym. Przestając rozmyślać o pichceniu mojej
rodzicielki i wkładam ostatni kęs kanapki do ust, po czym popijam
go sokiem.
-A ty Rydel, o której zaczynasz
lekcje?- zapytała mama spoglądając na mnie co chwila, gdyż akurat
myła naczynia.
-Och, dzisiaj tak jak zwykle. Od dawna
nic się w tej sprawie nie zmieniło. Nie wiem czemu o to pytasz.
-Ross dzisiaj zaczyna godzinę później.
Myślałam, ze ty również.- Stormie powoli wkładała naczynia po
kolei do zmywarki i przyglądała mi się uważnie.
-Na prawdę? Nie wiedziałam. Nic mi o
tym nie wspominał.- podejrzane z jego strony. Coraz dziwniej
ostatnio się zachowuje.
-Mogłabyś pogadać z nim w moim
imieniu? Oczywiście nie mów mu, że Cię prosiłam. Chcę wiedzieć
czy mnie nie oszukał tym razem. Ach.. dlaczego mi tak trudno do
niego dotrzeć? - powiedziała zdejmując kuchenne rękawiczki i
opierając się o blat.
-Jasne, ale niczego nie obiecuje. Znasz
go. Wiesz, że u niego to różnie bywa.-Stormie przewróciła oczami
i wróciła do codziennej pracy. Łykając ostatni łyk soku ze
szklanki popędziłam po torbę i szybko się pożegnałam, po czym
pobiegłam w stronę drzwi. Nigdy nie jeździłam autobusem. Do
szkoły mam jakieś 15 minut. Dobry spacer nigdy nie jest zły. Wiatr
wiał mi lekko w twarz, ale mi to nie przeszkadzało. Jest wiosna.
Ten zapach rozwijających się kwiatów, owoców rozwiewał wiatr.
Uwielbiam tą porę roku. Jest taka magiczna. Gdy tak szłam,
zaczęłam rozmyślać o porannej pogawędce z mamą. Co się dzieje
z Rossem? Nigdy się tak nie zachowywał. To znaczy, odkąd Emma
odeszła.. odpaliła mu palma i tyle. To zrozumiałe. Uganiał się
za nią jak szaleniec. Do tej pory pamiętam, jak wymykał się z
domu by tylko móc się z nią zobaczyć. Popadł w depresje, ale nie
sądziłam, że to może być coś innego. Uważam, że mama
przesadza. Pewnie jej się coś wydaje i tyle. Ross był rozsądnym i
kochanym chłopakiem. Wątpię, żeby mu coś głupiego strzeliło do
głowy.. chociaż? Z racji, że miałam jeszcze sporo czasu,
postanowiłam wybrać się do parku.
Z perspektywy Rossa
Byliśmy niedaleko szkoły. Ale zostało
jeszcze ponad 20 minut więc całą paczką wybraliśmy się chwile
na dwór. Sabrina jak zwykle kłóciła się z Michaelem, a Kate ich
uspokajała. Zaś ja by nie tracić czasu, wyjąłem z plecaka
elektryka i zacząłem palić.
-Apsiik-kichnęła Sabrina.- Możesz
wywalać z tym smrodem gdzie indziej?-machała przed sobą dłońmi,
by odgonić dym i wycierała nos chusteczką.
-No właśnie, Ross. Kiedy w końcu się
ogarniesz i rzucisz to świństwo? Niszczysz swoje
zdrowie.-przyglądała mi się z troską Kate.
-To chyba już nie wasz
interes.-zaciągnąłem dym do ust, po czym powoli go wypuściłem.
-Podobno się przyjaźnimy. A
przyjaciele próbują sobie pomóc.-mówił tak pouczająco Mikel,
ale przyzwyczaiłem się do jego zarozumialskiego tonu.
-O nie. Ja mam dość! -zawyrczała
Sabrina, po czym zabrała mi elektryka i połamała go, przygniatając
go nogą.
-Cholera!-krzyknąłem jak poparzony.
Teraz przegięła.
-Ooo ostro !-krzyknął Mikel lekko
rozbawiony.- Tak trzymać bejb, łoooł- przybił piątkę razem z
blondynką.
-Kupię sobie nowy.-poprawiłem sobie
szelki plecaka i zachichotałem tryumfalnie.
-Ross, czy do Ciebie nadal nie dociera,
że nam to nie odpowiada? Emma była by tobą
zawiedziona.-natychmiast się zatrzymałem i popatrzyłem wściekły
na dziewczyne.
-Radzę ci lepiej, żebyś się od niej
odchrzaniła.-spojrzałem na nią gniewnie i powędrowałem przed
siebie, zostawiając ich.
-Najlepiej uciec, ale gdybyś naprawdę
kochał Emme pamiętał byś, że ona nienawidzi używek a palenie
rzuciłbyś dla niej. Patrzy pewnie na Ciebie z góry i mówi 'co za
popieprzony bachor. Z kim ja byłam'. Przemyśl to sobie, bo my nie
będziemy dłużej tego tolerować.--odeszli w strone wejścia szkoły
a ja zostałem sam. Dobrze pamiętam, że Emma nie cierpiała dymu
papierosowego, ale tylko tak potrafię o niej skutecznie zapomnieć.
Oni nigdy tego nie zrozumieją. Z myśli wybudził mnie zegarek na
moim ręku. Już 8:05. Nie śpieszyłem się zbytnio na pierwszą
lekcje. Postanowiłem.. zrobić sobie wolne. Powędrowałem w stronę
pobliskiego parku. Szedłem powoli chodnikiem. Jak zwykle, trzymając
w ręku papierosa, bo elektryka połamała mi Sabrina. Powoli
wypuszczałem z ust dym, delektując się tym uczuciem. Cisza
spokój. Nikt ci nie prawi kazań. Jest idealnie, lecz czułem.. coś
dziwnego. Jakby ktoś mnie śledził. Pewnie moja paranoja daje swoje
znaki. To z pewnością to. Gdy się obróciłem nie widziałem
nikogo. Udając, że nic nie zauważyłem, wędrowałem dalej. Aż
taki pokręcony nie jestem, żeby nie usłyszeć tego szelestu.
Obróciłem się ponownie. Zza drzew wyłonił się mały kosmyk
długich blond włosów. Podszedłem do tego drzewa i zajrzałem.
-Ach, moja siostrzyczka nie umie się
zakradać. Powinnaś lepiej poćwiczyć.-uśmiechnąłem się do
Rydel, po czym ona gniewnie na mnie spojrzała.
-Hahaha, ale się uśmiałam. Ross,
chciałam z tobą pogadać.-wyjęła liście z włosów i poprawiła
ubranie.
-Sorry, śpieszę się na
lekcje.-sięgnąłem po plecak i powędrowałem w swoją stronę.
-Ach tak, a ja uważam, że już dawno
jesteś spóźniony i to grubo. Znam twój plan lekcji, naściemniałeś
mamie. Wykorzystałeś jej dobroć, żeby ją oszukać.-jeszcze nigdy
nie była taka zdenerwowana. Skąd ona zna mój plan lekcji?
-No dobra. Wow. Przyłapałaś mnie.
Idź poskarż się mamusi. Wisi mi to.-odwróciłem się w swoją
stronę i szedłem powoli. Siostra pociągnęła mnie za ręke w
swoją stronę.
-Nie tak szybo mój drogi. Mama jeszcze
nie jest ślepa i ja również. Oboje widzimy, że jest coś nie tak.
Zmieniłeś się. Nie jesteś już tym samym uśmiechniętym Rossem
co kiedyś. Powiedz, o co chodzi. -popatrzyła się na mnie
troskliwym głosem.
-Rany. Chyba jednak obie jesteście
serio ślepe, bo gdybyście były takie spostrzegawcze..
zauważyłybyście to 2 lata temu.-wygarnąłem siostrze, po czym
pobiegłem. Ona jak widać, nie próbowała mnie zatrzymać. Ona ma
racje z jednej strony. Wszyscy mają racje. Co ja robie ze swoim
życiem. Jestem pieprzonym nieudacznikiem. Nienawidze swojego życia.
Dlaczego to wszystko musiało się tak potoczyć. Ale wątpie, żebym
rzucił dotychczasowe życie. Za bardzo glebłem w to dno. Trudno
będzie się z niego wydostać.. Nikt mi nie może pomóc. Całkowicie
zdołowany pobiegłem do klasy, by przebrnąć jakoś ten dzień.
Przyjaciele mieli mnie gdzieś. Nie odzywali się przez cały dzień.
Niedługo stracę wszystkich i zostanę sam. A może już jestem?
*************************************************************
Heeejka <3 Witam was serdecznie : D
Rozdział nie jest tak idealny jak sądziliście, ale jeszcze kilka podobnych i będzie się duuużo ciekawych rzeczy działo. I promise : )) Teraz muszę wprowadzić was w klimat życia Rossa. Rozdział jest krótki, bo nie miałam pomysłu jak rozpocząć tą opowieść. Musicie uzbroić się w cierpliwość, a nie będziecie zawiedzeni.
Komentujesz? Motywujesz ! : ) xoxo