niedziela, 29 czerwca 2014

Chapter One. 'What's going on?!'

Budzik zadzwonił. Byłem zły każdego dnia, gdy tylko usłyszałem jego dźwięk.
By go uciszyć walnąłem w niego z całej siły. Odetchnąłem, gdy mogłem choć na chwile do poprzednio wykonywanej czynności. Zamknąłem oczy, by powrócić do krainy Morfeusza, która za pewne nie istnieje, ale wiele ludzi tak nazywa sen. Długo nie po napawałem się tym uczuciem, gdyż do pokoju zawitała Stormie, moja rodzicielka.
-No leniuchu, czas wstawać, bo jeszcze chwila i spóźnisz się na lekcje.-ponaglała mnie tym swoim łagodnym głosem.
-Jeszcze chwila. Bez obaw. Dzisiaj nie muszę się śpieszyć, bo mam na drugą lekcje dopiero-oznajmiłem matce po czym ona zdziwiona spojrzała na mnie.
-Coraz częściej masz te lekcje o późniejszej godzinie. Czasem mnie nie okłamujesz?-patrzy na mnie srogo.
-Mówię prawdę. Nie okłamałbym cię w takiej sprawie.-cóż, jednak matczyny instynkt robi swoje. Tak dobrze wie, kiedy kłamie. Nauczyciele przyzwyczaili się, że spóźniam się na lekcje, więc kolejny raz nie zaszkodzi.
-Dobra, w takim razie szykuj się, ja ci zrobię śniadanie i masz chwile czasu wolnego przed wyjściem.-mrugnęła do mnie, trzymając klamkę, którą po chwili przyciągnęła w swoją stronę, jednocześnie zamykając przy tym drzwi. Podszedłem do szafy, wybierając byle jakie ciuchy. Po chwili byłem gotowy do zejścia na dół, by zjeść śniadanie.
Powolnymi krokami schodziłem ze schodów. Wszyscy domownicy zagrzewali już miejsce przy stole. Czekali chyba już tylko na mnie. Usiadłem przy stole, a Stromie postawiła przede mną
talerzyk. Mmm jajecznica i naleśniki. To jedyna rzecz, która mnie napawała w stan euforii. Po za tym wszystko inne miałem gdzieś. Dziwne, ale prawdziwe. Nie minęło długo czasu a wszystko z mojego talerza zniknęło. Wstawiłem talerze do zmywarki, sięgnąłem po plecak i skierowałem się w stronę drzwi. Zatrzymał mnie jeszcze beztroski głos mamy.
-Ross, dokąd się wybierasz? Podobno masz dopiero później lekcje.-zapytała wbijając we mnie ten matczyny wzrok.
-Umówiłem się z przyjaciółmi. Postanowiłem się, że spotkam się z nimi za nim zaczną się lekcje. Chciałbym spędzić z nimi trochę czasu. Ostatnio coraz mniej im go poświęcam.-uśmiechnąłem się promiennie do rodzicielki, natomiast ona również była szczęśliwa, gdy jej to oznajmiłem.
Ona wróciła do kuchni, a ja już byłem za drzwiami. Powędrowałem do moich 'przyjaciół'.

Z perspektywy Rydel

Spokojnie zajadałam przygotowaną przez Stormie kanapkę. Była naprawdę przepyszna. Uwielbiałam wszystko co ugotowała kiedykolwiek mama. Jej przysmaki nie mogą się równać z niczym innym. Przestając rozmyślać o pichceniu mojej rodzicielki i wkładam ostatni kęs kanapki do ust, po czym popijam go sokiem.
-A ty Rydel, o której zaczynasz lekcje?- zapytała mama spoglądając na mnie co chwila, gdyż akurat myła naczynia.
-Och, dzisiaj tak jak zwykle. Od dawna nic się w tej sprawie nie zmieniło. Nie wiem czemu o to pytasz.
-Ross dzisiaj zaczyna godzinę później. Myślałam, ze ty również.- Stormie powoli wkładała naczynia po kolei do zmywarki i przyglądała mi się uważnie.
-Na prawdę? Nie wiedziałam. Nic mi o tym nie wspominał.- podejrzane z jego strony. Coraz dziwniej ostatnio się zachowuje.
-Mogłabyś pogadać z nim w moim imieniu? Oczywiście nie mów mu, że Cię prosiłam. Chcę wiedzieć czy mnie nie oszukał tym razem. Ach.. dlaczego mi tak trudno do niego dotrzeć? - powiedziała zdejmując kuchenne rękawiczki i opierając się o blat.
-Jasne, ale niczego nie obiecuje. Znasz go. Wiesz, że u niego to różnie bywa.-Stormie przewróciła oczami i wróciła do codziennej pracy. Łykając ostatni łyk soku ze szklanki popędziłam po torbę i szybko się pożegnałam, po czym pobiegłam w stronę drzwi. Nigdy nie jeździłam autobusem. Do szkoły mam jakieś 15 minut. Dobry spacer nigdy nie jest zły. Wiatr wiał mi lekko w twarz, ale mi to nie przeszkadzało. Jest wiosna. Ten zapach rozwijających się kwiatów, owoców rozwiewał wiatr. Uwielbiam tą porę roku. Jest taka magiczna. Gdy tak szłam, zaczęłam rozmyślać o porannej pogawędce z mamą. Co się dzieje z Rossem? Nigdy się tak nie zachowywał. To znaczy, odkąd Emma odeszła.. odpaliła mu palma i tyle. To zrozumiałe. Uganiał się za nią jak szaleniec. Do tej pory pamiętam, jak wymykał się z domu by tylko móc się z nią zobaczyć. Popadł w depresje, ale nie sądziłam, że to może być coś innego. Uważam, że mama przesadza. Pewnie jej się coś wydaje i tyle. Ross był rozsądnym i kochanym chłopakiem. Wątpię, żeby mu coś głupiego strzeliło do głowy.. chociaż? Z racji, że miałam jeszcze sporo czasu, postanowiłam wybrać się do parku.

Z perspektywy Rossa

Byliśmy niedaleko szkoły. Ale zostało jeszcze ponad 20 minut więc całą paczką wybraliśmy się chwile na dwór. Sabrina jak zwykle kłóciła się z Michaelem, a Kate ich uspokajała. Zaś ja by nie tracić czasu, wyjąłem z plecaka elektryka i zacząłem palić.
-Apsiik-kichnęła Sabrina.- Możesz wywalać z tym smrodem gdzie indziej?-machała przed sobą dłońmi, by odgonić dym i wycierała nos chusteczką.
-No właśnie, Ross. Kiedy w końcu się ogarniesz i rzucisz to świństwo? Niszczysz swoje zdrowie.-przyglądała mi się z troską Kate.
-To chyba już nie wasz interes.-zaciągnąłem dym do ust, po czym powoli go wypuściłem.
-Podobno się przyjaźnimy. A przyjaciele próbują sobie pomóc.-mówił tak pouczająco Mikel, ale przyzwyczaiłem się do jego zarozumialskiego tonu.
-O nie. Ja mam dość! -zawyrczała Sabrina, po czym zabrała mi elektryka i połamała go, przygniatając go nogą.
-Cholera!-krzyknąłem jak poparzony. Teraz przegięła.
-Ooo ostro !-krzyknął Mikel lekko rozbawiony.- Tak trzymać bejb, łoooł- przybił piątkę razem z blondynką.
-Kupię sobie nowy.-poprawiłem sobie szelki plecaka i zachichotałem tryumfalnie.
-Ross, czy do Ciebie nadal nie dociera, że nam to nie odpowiada? Emma była by tobą zawiedziona.-natychmiast się zatrzymałem i popatrzyłem wściekły na dziewczyne.
-Radzę ci lepiej, żebyś się od niej odchrzaniła.-spojrzałem na nią gniewnie i powędrowałem przed siebie, zostawiając ich.
-Najlepiej uciec, ale gdybyś naprawdę kochał Emme pamiętał byś, że ona nienawidzi używek a palenie rzuciłbyś dla niej. Patrzy pewnie na Ciebie z góry i mówi 'co za popieprzony bachor. Z kim ja byłam'. Przemyśl to sobie, bo my nie będziemy dłużej tego tolerować.--odeszli w strone wejścia szkoły a ja zostałem sam. Dobrze pamiętam, że Emma nie cierpiała dymu papierosowego, ale tylko tak potrafię o niej skutecznie zapomnieć. Oni nigdy tego nie zrozumieją. Z myśli wybudził mnie zegarek na moim ręku. Już 8:05. Nie śpieszyłem się zbytnio na pierwszą lekcje. Postanowiłem.. zrobić sobie wolne. Powędrowałem w stronę pobliskiego parku. Szedłem powoli chodnikiem. Jak zwykle, trzymając w ręku papierosa, bo elektryka połamała mi Sabrina. Powoli wypuszczałem z ust dym, delektując się tym uczuciem. Cisza spokój. Nikt ci nie prawi kazań. Jest idealnie, lecz czułem.. coś dziwnego. Jakby ktoś mnie śledził. Pewnie moja paranoja daje swoje znaki. To z pewnością to. Gdy się obróciłem nie widziałem nikogo. Udając, że nic nie zauważyłem, wędrowałem dalej. Aż taki pokręcony nie jestem, żeby nie usłyszeć tego szelestu. Obróciłem się ponownie. Zza drzew wyłonił się mały kosmyk długich blond włosów. Podszedłem do tego drzewa i zajrzałem.
-Ach, moja siostrzyczka nie umie się zakradać. Powinnaś lepiej poćwiczyć.-uśmiechnąłem się do Rydel, po czym ona gniewnie na mnie spojrzała.
-Hahaha, ale się uśmiałam. Ross, chciałam z tobą pogadać.-wyjęła liście z włosów i poprawiła ubranie.
-Sorry, śpieszę się na lekcje.-sięgnąłem po plecak i powędrowałem w swoją stronę.
-Ach tak, a ja uważam, że już dawno jesteś spóźniony i to grubo. Znam twój plan lekcji, naściemniałeś mamie. Wykorzystałeś jej dobroć, żeby ją oszukać.-jeszcze nigdy nie była taka zdenerwowana. Skąd ona zna mój plan lekcji?
-No dobra. Wow. Przyłapałaś mnie. Idź poskarż się mamusi. Wisi mi to.-odwróciłem się w swoją stronę i szedłem powoli. Siostra pociągnęła mnie za ręke w swoją stronę.
-Nie tak szybo mój drogi. Mama jeszcze nie jest ślepa i ja również. Oboje widzimy, że jest coś nie tak. Zmieniłeś się. Nie jesteś już tym samym uśmiechniętym Rossem co kiedyś. Powiedz, o co chodzi. -popatrzyła się na mnie troskliwym głosem.
-Rany. Chyba jednak obie jesteście serio ślepe, bo gdybyście były takie spostrzegawcze.. zauważyłybyście to 2 lata temu.-wygarnąłem siostrze, po czym pobiegłem. Ona jak widać, nie próbowała mnie zatrzymać. Ona ma racje z jednej strony. Wszyscy mają racje. Co ja robie ze swoim życiem. Jestem pieprzonym nieudacznikiem. Nienawidze swojego życia. Dlaczego to wszystko musiało się tak potoczyć. Ale wątpie, żebym rzucił dotychczasowe życie. Za bardzo glebłem w to dno. Trudno będzie się z niego wydostać.. Nikt mi nie może pomóc. Całkowicie zdołowany pobiegłem do klasy, by przebrnąć jakoś ten dzień. Przyjaciele mieli mnie gdzieś. Nie odzywali się przez cały dzień. Niedługo stracę wszystkich i zostanę sam. A może już jestem?

*************************************************************
Heeejka <3 Witam was serdecznie : D
Rozdział nie jest tak idealny jak sądziliście, ale jeszcze kilka podobnych i będzie się duuużo ciekawych rzeczy działo. I promise : )) Teraz muszę wprowadzić was w klimat życia Rossa. Rozdział jest krótki, bo nie miałam pomysłu jak rozpocząć tą opowieść. Musicie uzbroić się w cierpliwość, a nie będziecie zawiedzeni.

Komentujesz? Motywujesz ! : ) xoxo
 

niedziela, 22 czerwca 2014

prolog

Życie. To słowo ma wiele znaczeń. Życie pełne wrażeń, zabaw, śmiechu i szczęścia. Lub smutek, żal a czasami .. nawet samobójstwo. Kto by pomyślał. Zwykły nastolatek. Który żył marzeniami. Teraz żyje w marzeniu. Robi to co zawsze chciał robić. Jego sny trafiły na świat realny. Jednak nie jestem tym chłopakiem co z filmów czy teledysków. Nie jestem tym chłopakiem, który śpiewa w piosenkach o miłości czy rozstaniach. Chciałbym mieć takie problemy. Lecz los chciał inaczej. Postanowił pozwolić mi się wzbić na wyżyny, lecz tylko po to by patrzeć jak upadam, a grawitacja nie potrafi mnie już utrzymać. Ta metafora pozwala mi się pogodzić z sytuacją w.. w której żyje.Każdy myśli, że sławny ma w życiu same przyjemności. Bzdura. Kłamstwo grubymi nićmi szyte. Mam przyjaciół, lecz wiele razy się kłócimy. Przeze mnie.Od pewnego czasu paliłem. Byłem uzależniony. Nikt o tym nie wie. Nawet moje rodzeństwo. Nie jestem zbytnio otwarty. Zwłaszcza kiedy chodzi o uczucia.
Jak się domyślacie, jak przeciętny nastolatek, (w moim przypadku akurat 18 latek)..  miałem dziewczynę.. tak, pewnie każdy przeczuwa, że złamała mi serce lub na odwrót. Nie. Stało się zupełnie to, czego się nie spodziewałem. Prędzej uwierzyłbym w latające krowy promem kosmicznym. Odkładając żarty na bok, przejdę do sedna. Kochałem ją, ona kochała mnie. Niestety zaistniało coś. Mianowicie pewnego razu Emma zemdlała. Poszedłem z nią do lekarza mimo, że ona była przeciwna. Wszedłem nawet z nią do środka, bo znam ją i wiem, że by mnie oszukała i wmówiła, że jest wszystko okej. Lekarze wykryli u niej anemie, przez którą wylądowała w szpitalu, bo przypadek był wyjątkowo poważny. Bałem się jak cholera, ale ona była twardą i silną dziewczyną. Wiedziałem, że z tego wyjdzie. Niestety jej stan się pogorszył. Ciągle mdlała. Nawet w szpitalu. Aż zapadła w śpiączkę. Ślęczałem u niej godzinami. Nie miała żadnej rodziny, oprócz siostry która pojechała za granice z bogatym facetem i ją zostawiła samą. Powiedziałem zatem lekarzowi jaka jest sytuacja. Więc on powiedział mi to co przez myśl by mi nie przeszło. Kazał, żebym zadecydował o tym czy odłączyć ją od respiratora czy nie. Jej funkcje życiowe ciągle malały. Nie było cienia szansy na poprawę. To słowa lekarza. Jej mózg już nie żyje. Tak jak ona. Nie mogłem się z tym pogodzić. Wpadłem w panikę. Ryczałem jak debil. Nawet gorzej. Kochałem ją. A potem ją straciłem. Tak po prostu. Od tamtej pory nie mogłem się pozbierać. Minęły 2 lata. Od tamtego czasu nie potrafię się związać z żadną dziewczyną. Przysiągłem sobie, że do końca życia będę sam. Co wieczór oglądam nasze wspólne zdjęcia. Przez to wpadłem w nałóg .. chyba nie istnieje osoba, która wyciągnie mnie z tego.