czwartek, 31 lipca 2014

niedziela, 13 lipca 2014

chapter 3 'that's sound, that's melody. who play this?'

Dzień jak co dzień. Kolejny dzień szarej rzeczywistości w której trzeba chodzić do piekła, pod ukrytą nazwą 'szkoła'. Z obojętnością w sobie pakowałem drugie śniadanie naszykowane przez Stormie. Myśli, że jestem słodkim blondynem, który chodzi do szkoły i pilnie się uczy. Gdybyś znała prawdę.. och przeliczyłabyś się. Upewniłem się czy w moim plecaku znajduje się elektryk, który kilka dni temu zakupiłem i wyszedłem z domu. Kierowałem się prosto w wyznaczonym kierunku. Krótko szedłem, bo akurat przyśpieszyłem z niewiadomego mi powodu i byłem w szkole.
W-F. Okazało się, że będziemy mieli lekcje ze starszym rocznikiem. Och, wf z Rockym. To będzie interesujące doświadczenie. Owszem dba o siebie, trochę za bardzo, ale jeżeli wchodzi w grę konkretny sport, to daje z siebie wszystko. Oczywiście używając przy tym antyperspirantu, by jak zawsze być ''olśniewającym'' jak to on mówi. Dzisiaj gramy w koszykówkę. Jedyny sport, który mnie pasjonuje. Często bierzemy udział w różnych mistrzostwach. Zawsze chciałem być w drużynie, ale moje osamotnienie postawiło kreskę nad tym zamierzeniem. Po wybraniu składu rozpoczęliśmy zaciętą 'walkę'. Nawet nie próbując ktoś mówił, że specjalnie to robię, żeby trener wziął mnie do teamu. Robię to co lubię, a to co lubię robię najlepiej. Przynajmniej się staram.
Moja obojętność jakoś zniknęła. Co jest dziwne. Zawsze utrzymuje się aż do wieczora. Najważniejszy był teraz wynik. Decydujące podanie. Podbiegłem do przeciwnika, po czym pokozłowałem, wyminąłem go, zrobiłem obrót, który skutecznie go zmylił i rzuciłem. Trafiony! Koledzy z drużyny podnieśli mnie do góry i zatryumfowali. By nie dać po sobie poznać powoli powracającej do mnie obojętności wykrzyknąłem 'Yeah!' i podniosłem w góre charakterystycznie ręke na znak radości ze zwycięstwa. To tylko zwykła gra podczas lekcji, a każdy się tym jara, jakbyśmy wygrali ostatni mecz sezonu. Kiedy drużyna mnie opuściła usiadłem na ławce obok reszty. Miejsce wolne po mojej prawej zajął, nie kto inny tylko Rocky. Nawet nie zauważyłem jak on gra. Być może za bardzo skupiłem się na grze. Pierwszy raz, aż tak się od wszystkiego oderwałem. A co najlepsze.. to sprawiło mi dużo.. radości? Od dawna się taki nie czułem. To bardzo dziwne uczucie. Po chwili kapitan jednej z drużyn okrzyknął, że kolej dziewczyn. To my mamy drużynę koszykarską z udziałem dziewczyn? Kto by pomyślał. Tyle lat chodzę do tej szkoły, a czuje się jak nowy jej członek. Z zamysłu wyrwał mnie głos Rocky'ego.
-Dawajcie dziewczyny! Ej Ty!-wskazał na jedną z nich, po czym ona spojrzała na niego z pytającą miną.- Zadzwoń- cały on. Nigdy nie może się powstrzymać. Dziewczyna przez niego wylądowała na tyłku, bo jedna z przeciwniczek ją wyautowała, co było uznane za faul. Przewróciłem oczami, po czym strzeliłem facepalma i wyszedłem z sali. Dziewczyny skończyły grę, a chwilę po skończyła się lekcja. Skierowałem się w kierunku szatni. Długa przerwa. Jak dobrze. Poczułem jak ktoś mnie ciągnie za dłoń. Bezsilny poddałem się temu ruchowi i przyjrzałem się dobrze danej osobie. Och, to tylko Rocky. Co on znowu wymyślił?
-Dziewczyny teraz mają zajęcia taneczne hip hop.-zupełnie mnie to nie zainteresowało. Ponownie.. cały on.
-Podczas przerwy?-spojrzałem na nie, po czym ze skrzywioną miną na brata.
-Ćwiczą, bo ma się pojawić jakiś trener z wyższej uczelni.-był strasznie zapasjonowany tym całym tańcem.
-Skąd ty wiesz takie rzeczy?-spojrzałem na chłopaka z beznamiętną miną. Ten nie posłuchał i patrzył dalej.
-O tak mała. Kręć tyłeczkiem, kręć-wkurwiłem się po czym palnąłem chłopaka w tył głowy. Mocno.
-Rocky!-krzyknąłem, po czym on zaczął się masować w uderzone przeze mnie miejsce.
-Ej. To bolało!-zrobił minę małego psiaczka, co mnie w ogóle nie ruszyło.
-Ojejusiu, przykro mi. Chciałem mocniej.-zrobiłem sarkastyczny uśmieszek po czym spoważniałem.
-Po prostu jestem zawsze poinformowany w istotnych dla mnie sprawach.-odpowiedział na poprzednio zadane przeze mnie pytanie.
-Mnie jedynie interesuje, by ten dzień zakończył się w spokoju, bez twojego myślenia o tyłkach tańczących dziewczyn w mojej obecności i to na głos.-wykrzyczałem wręcz z poirytowaniem, po czym obejrzałem się za siebie i ujrzałem jednego z dyżurujących nauczycieli. Jedyne co się ze mnie wydobyło to jedynie samo 'dzień dobry' z wymuszonym uśmiechem i pociągnąłem chłopaka za bluzkę, jednocześnie przysuwając go do mnie.
-No proszę. Zostań ze mną. Zrób to dla niej.-jego słowa mnie zmyliły i jednocześnie zaciekawiły. Niej?
-O kim teraz mówisz? Pogubiłem się.-chłopak pociągnął mnie w stronę szklanych drzwi wskazując na jedną z dziewczyn, która śpiewała jakąś piosenkę, a w tle tańczyły 'tancerki Rocky'ego'. Przyglądałem jej się z uwagą, próbując sobie przypomnieć tą znajomą twarz. Ech, nic z tego. Muszę jakoś uciec z ''objęć'' brata i się wymigać. Mam ochotę zapalić.
-Musze iść, zaraz są lekcje-zrobiłem jeden krok przed siebie, a ten pociągnął mnie za kaptur, przez co mało się nie wyjebałem na mokrą podłogę, którą sprzątaczka właśnie przed chwilą umyła. Przesunąłem się lekko w bok poprawiając kaptur i rzeczywiście poleciałem na morką podłogę.
-Dzięki brat. Czyścisz mi spodnie.-powoli wstałem, próbując otrzepać spodnie, lecz bez skutku.
-Spokojnie Rauce, dupcia wyschnie.-klepnął mnie w tyłek. Co mu kurwa dzisiaj odwala? Ja mu dam klepanie. Ostatnio zaczął mówić do mnie jakąś dziwną ksywką. Jego zachowanie jest mega irytujące. Wkurzony tym, że on znowu się wgapia w te dziewczyny, ponownie palnąłem go podwójnie w tył głowy.
-A to drugie za co?- spojrzał na mnie gniewnym spojrzeniem, rozmasowując się w bolące (za pewne) miejsce.
-Taki bonus.-uśmiechnąłem się nie szczerze, po czym czekałem aż brat dojdzie to puenty, bo nie chce znowu skończyć na podłodze. Wystarczy, że przez tego idiote mam mokrą dupę. Pajac.
-Chodźmy tam. Będziesz miał okazje do niej zagadać tym razem.-poklepał mnie po plecach.
-Tym razem? Ja tej dziewczyny nie znam, kiedy to załapiesz?!-zacząłem wkurwiony machać rękami a on mnie pociągnął w stronę trybun. Oboje siedzieliśmy i patrzyliśmy się w jeden punkt. Ach, oczywiście tym punktem były dziewczyny tańczące hip hop za.. tą dziewczyną. Rzeczywiście mi kogoś przypomina. Ale kogo? Próbuje przywołać wspomnienia. Ostatnio nigdzie nie wychodziłem z domu. Jedynie to w ten dzień kiedy kupiłem elektryka. Chwila.. to wtedy. Wpadłem na nią. Jak ona się nazywała? Och, moja kochana skleroza, nigdy nie zawodzi i jest zawsze w gotowości. Rocky kibicował dziewczynom. Z tego co się dowiedziałem od brata to one zastępują poprzednią drużynę cheerleaderek, bo obecne pojechały na jakieś mistrzostwa stanowe czy co tam. Czasami go słucham. Po chwili zacząłem się wpatrywać w ta dziewczynę. Miała idealnie ułożone loki obok siebie i kapelusz na głowie. Miała na sobie swobodną sukienkę, co dodawało jej uroku. Lynch ogarnij się. No ale zaprzeczyć nie mogę, jest ładna. Przysłuchałem się piosenki, którą zaśpiewała. Nie znam jej. Pewnie jest jej autorstwa. Dziewczyna zauważyła chyba, że beznamiętnie jej się wpatruje i nasze spojrzenia się spotkały. Poczułem jak policzki mnie parzą. Mam nadzieje, że nie dzieje się to co myślę.
-Oo, noo gościu. Ty się rumienisz.-zaczął się debil śmiać. Mnie nie było do śmiechu. Przewróciłem jedynie oczami.
-To zwykła dziewczyna. I wcale się nie rumienie! .. No dobra idziemy, bo dzwonek zadzwonił.-na szczęście brat mnie nie zatrzymywał. Spojrzałem za siebie w jego strone, ale oczywiście wgapiał się w te dziewczyny. Pokręciłem głową i poszedłem. Fizyka. Ugh. Nienawidzę tego przedmiotu. Facet bym strasznie upierdliwy. Trzecia zasada dynamiki. Po cholere mi takie bzdety do życia potrzebne? Pan George zaczął pisać wzory na tablicy, a ja wyjąłem swój zeszyt i zacząłem coś rysować. Próbowałem robić to dyskretnie, aby nie mieć potem kłopotów. Czasami jak jest mega nuda na lekcji, to właśnie rysuje jakieś rysunki. Lubie to robić. Jakoś sam z siebie zacząłem rysować.. tą dziewczynę. Chciałem, żeby wyszła mi Emma, ale los chciał inaczej. Z zamysłu wyrwał mnie głos nauczyciela. Uniosłem głowę do góry i udałem, że się uśmiecham.
-Wie pan, że w ten sposób nie okazuje mi pan szacunku?-spojrzał na mnie zza okularów tym swoim surowym wzrokiem. Sabrina wpatrywała się we mnie. Oj będę miał kłopoty.
-Przepraszam proszę pana. Po prostu ja..-nagle ktoś mi przerwał. Spojrzałem w stronę dochodzącego głosu. Sabrina. Co ona wyrabia?
-No bo to moje !-podbiegła po mój zeszyt.-Te rysunki są moje. Ross za pewne jedynie je przeglądał. Niech pan mu nie ma tego za złe.-rzuciła na niego błagalne spojrzenie. George jedynie westchnął i podarował nam to. Oboje odetchnęliśmy z ulgą, a gdy spojrzałem z uśmiechem na dziewczynę, ta do mnie mrugnęła. Czyli już nie są na mnie źli za tamto? Za pewne tak, skoro tak się zachowała. Wybił dzwonek na przerwę. Postanowiłem poczekać przed drzwiami na Sabrine. Jak zwykle musiała wyjść ostatnia, żeby wszystkich przepuścić. Ta jej nie ubłagana dobroć.
-Hej, słuchaj.. Dzięki, że się za mną wstawiłaś. Gdyby nie ty, pewnie siedział bym teraz w kozie.-roześmiała się lekko i spojrzała ciepłym spojrzeniem w moją stronę.
-Nie ma sprawy gościu, od czego masz przyjaciół.-szturchnęła mnie w ramie i oboje się zaśmialiśmy.
-No niby tak. Przepraszam za to wszystko, co wyrabiałem.-chyba powiedziałem to, czego właśnie oczekiwała. Mmm czyli to był zamierzony plan?
-Czyli kończysz z tym gównem?-spojrzała na mnie. Tłumiła w sobie radość, którą.. nie wypuści.
-Nie, ale przeproszę raz na parę lat, żeby zacząć od nowa-spojrzała na mnie gniewnym wzrokiem.
-Słuchaj.. tego nie da się zrobić z dnia na dzień. Jestem uzależniony i to mega. To sprawia mi radość. Zrozum. Nie teraz.-dziewczyna jedynie westchnęła.
-No dobrze. Rozumiem. To nie łatwe. Poradzisz sobie. Masz nas-objęła mnie ramieniem i szliśmy wzdłuż korytarza na dalszą lekcje. Dzień minął dzisiaj.. o dziwo spokojnie. Wszyscy się rozeszli. Już prawie wszyscy opuścili mury tej szkoły. Tak, to koniec dnia tutaj. Jest tutaj taka cisza. To jest to co uwielbiam. To czego teraz potrzebuje. Chyba teraz zostałem kompletnie sam. Nie słyszałem nawet, żeby sprzątaczki się krzątały. Oparłem się o ścianę przed wejściem do hali gimnastycznej. Rozmyślałem nad sensem istnienia. Szczególnie mojego. Jaki ja mam cel w życiu? Muzyka? To jest na pewno to co chce w życiu dalej robić? Czy oddać się dobrowolnie w łaski nałogów.. Te myśli mnie przytłaczały. Nie wiem po co zaprzątałem sobie nimi głowę. Ale jakoś muszę poukładać sobie to wszystko. Co mnie otacza. Te sytuacje. Kłótnie. Wzloty i upadki. Nie wiem czy podołam. Czy jestem gotowy, by zająć się sobą. Jestem prawie dorosły. Poradzę sobie w życiu? Czuje się jak ostatnia ofiara tego świata. Bezdomni mają lepsze plany na przyszłość niż ja sam. Może to nie odpowiednie porównanie, ale uważam, że mojego życia nie da się już naprawić. Za głęboko wpadłem w to dno. Nie uda mi się z tego wydostać. Nagle coś przerwało moje myśli. Odgłos był dosyć głośny. Chyba pochodzi z hali. Czyżby to dźwięk pianina? Och, czyżby to była nasza piosenka? Jak cudownie grana. Ta melodia ukoiła i wyrzuciła wszystkie złe myśli z mojej głowy. Skierowałem się w poszukiwani tego dźwięku. W rogu hali stało ogromne czarne pianino. Podszedłem bliżej. Ujrzałem ją. To ta dziewczyna. Skąd ona by znała nasze piosenki? Nie wiedziałem, że na pianinie nasze utwory tak cudownie brzmią.Grała 'If I Can't Be With You'. Dziewczyna przycisnęła palcem na ostatni klawisz i zakończyła granie. Momentalnie spojrzała w moją stronę. Widać była zdziwiona. Nie zauważyła mnie za pewne.
-Och, ty tu cały czas stałeś?-wyglądała na lekko speszoną. Ktoś tu jest nieśmiały.
-Przeszkodziłem ci? Jeżeli tak to przepraszam. Ale musiałem zobaczyć kto tak pięknie gra. Masz prawdziwy talent.-uśmiechnąłem się do niej, aby poczuła się bardziej pewnie.
-Tata mnie nauczył. Był nauczycielem muzyki w Nowym Yorku. A ta piosenka jest taka cudowna. Musiałam spróbować ją zagrać. Jednym słowem.. so emotional- z jej oczu wypływał zachwyt i podziw. No proszę, czyli jednak komuś się podoba to co gramy.
-Kiedy pisałem tą piosenkę właśnie miałem nadzieje, że wzbudzę takie uczucia wśród fanów.-dziewczyna natychmiastowo obdarzyła mnie zdziwionym wzrokiem, jakby nie dowierzała w moje słowa.
-Chwila. Czy ja dobrze rozumiem.. To twoja piosenka? Ale jak to.. ale.. czekaj.. ty grasz w tym zespole? Dlaczego ja cie nie poznałam?-za jąkała się dziewczyna. To miłe, że komuś się podoba to i to fajne uczucie, kiedy ktoś jest tak zachwycony tym, nad czym tyle pracowałeś.
-To w sumie dobrze. Lepiej niż tak jak inne fanki, które najlepiej to by mnie na miejscu zgwałciły.-roześmiałem się, a ona wybuchła śmiechem.
-Bez obaw. Nie znajdę się wśród nich.-odeszła od pianina, zamknęła swój zeszyt, za pewne z piosenkami i zbliżyła się do mnie. Postanowiliśmy, że przejdziemy się razem. Laura mieszka podobno godzinę drogi ode mnie. Zaczęliśmy trochę rozmawiać.
-Komponujesz?-spytałem ni z tond ni zowąd. Dziewczyna mocniej ścisnęła swój zeszyt, jakby ktoś chciał jej go wyrwać prosto z rąk.
-Owszem. To nic takiego. Często piszę piosenki. To mnie uspokaja.-uśmiechnęła się nieśmiele.
-Ja ostatnio oddaliłem się od tego wszystkiego. Nawet nie mam weny, by co kol wiek napisać.-wyznałem. W sumie od kiedy zmarła Emma ciągle pisałem smutne piosenki, bo nie umiałem skupić się na niczym innym. Dziewczyna spojrzała na mnie zamyślonym wzrokiem i takim spokojnym.
-Coś się stało?-zapytała. Nie wiem czy jestem gotowy jej o tym powiedzieć. Z jej oczu można wyczytać tylko jedno. Nie znamy się, ale zachowuje się jakby próbowała się troszczyć. Czułem, że mogę jej zaufać. Sam nie wiem. Nic nie odpowiedziałem. Szedłem z nią krok w krok, nie zamieniając ani jednego słowa.
-Och przepraszam. Pewnie to jakaś delikatna sprawa. Nie będę naciskać.-speszyła się ponownie. Jaka ta dziewczyna jest nieśmiała.
-Zgadza się, ta sprawa jest dla mnie bardzo bolesna. Powiedziałbym ci.. tylko nie teraz. Za wcześnie na to. Nie jestem gotowy. Mimo tego, że minęło od tego sporo czasu, to boli jak świeża rana. To kłamstwo, że czas leczy rany. Pewnych spraw nigdy się nie zapomina.- poczułem dziwne ukucie w środku. Pewnie przez tą myśl. Muszę przestać starać się o niej myśleć, to mnie przytłacza.
Dziewczyna się zatrzymała. Och, czyli już koniec spaceru. To jej dom.
-Dzięki za spacer. Mimo, że się jeszcze nie znamy, zawsze pamiętaj, że możesz mi powiedzieć wszystko. Bez względu na co kol wiek.-uśmiechnęła się i pomachała mi, na znak pożegnania. Włożyłem ręce do kieszeni, spojrzałem ostatni raz w jej stronę i skierowałem się przed siebie. W głowie miałem tylko dźwięk klawiszy na których grała. Podobnie gra jak Rydel, ale widać, że wniosła w to wiele serca i przelała to na muzykę. Nigdy mnie nie obchodziło to. W sensie, jest wiele kółek muzycznych w szkole, a żadnej członek tego klubu nie zainteresował mnie swoją muzyką. Przez tą sławę znalazło się wiele dziewczyn, które próbowało nieudolnie zaimponować mi swoją grą na jakimś instrumencie. Robiły to z przymusu. Nie powinny patrzeć na kogoś, tylko robić to co się kocha z pasją. Muzyka jest jak poezja z osobowością. Trzeba umieć poczuć ją w sobie. Każdy kto ma talent powinien próbować za błysnąć. To oczywiste, że na swój sukces trzeba sobie zapracować. Nikt nie staje się sensacją w jedną noc. Ta dziewczyna dała mi nadzieje. Na co? W sumie nie wiem jak ubrać to w słowa. Chyba na to, że jeszcze uda mi się powrócić do muzyki. Nigdy się nie spodziewałem, że zwykłe brzdąkanie na pianinku coś we mnie ruszy. Powinienem doceniać to co mam, bo inni mają gorzej. Jestem okropnym egoistą. Dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. Muszę to zmienić.
Rozejrzałem się dookoła. Och, dom. Zdjąłem słuchawki z uszu i powędrowałem do środka. Rzuciłem plecak w kąt, po czym zdjąłem buty i zrobiłem z nimi to samo co z plecakiem. Gdy spojrzałem przed siebie ujrzałem Rocky'ego i Rydel wpatrujących się we mnie. Bacznie im się przyglądając próbowałem zejść im z oczu, by uniknąć tego wnikliwego spojrzenia. Zaczynam się powoli bać.
-Dobra, o co chodzi?-spytałem obojętnie. Wiem, że zaraz by coś wynikło samo z siebie, gdybym nie spytał. Wole mieć to za sobą. Oni dalej stoją jak wryci. Sięgnąłem po wodę, odkręciłem i wziąłem małego łyka. Spojrzałem kątem oka w ich stronę. Dalej się gapią, nie zamieniając nawet słowa.
-Heloł? Słyszycie. Ziemiaaa!-pomachałem im przed twarzą i lekko się ocknęli. Już nie mieli tej swojej dziwnej, poprzedniej miny, ale dalej się wpatrywali we mnie beznamiętnie.
-Do cholery, nie mam czasu się z wami bawić w gierki. Mówicie o co chodzi!-oburzyłem się. No kurde, stoją i się gapią na ciebie. Nie powiedzą o co chodzi i stoją jak dwa bałwany. No weź się tu nie wkurz.
-Eee nie nic. Wszystko okej.-powiedziała cicho Rydel. Co im dzisiaj wszystkim jest? Zamieniłem się w ducha? Umarłem? Hahaha zaczyna mnie ta sytuacja bawić. Atmosfera z lekka się zmienia.
-Za to miałeś ciekawe towarzystwo.-Rydel zmroziła go wzrokiem i szturchnęła w ramie. A więc o to chodzi. Kiedy oni mnie widzieli?
-Chodzi wam o tą dziewczynę? To nic takiego. Odprowadziłem ją, bo została sama w szkole. Drobiazg. Z resztą chyba nie muszę się wam tłumaczyć.- roześmiałem się i walnąłem lekko chłopaka w czoło i poszedłem w swoją stronę. Zatrzymał mnie głos siostry.
-Cieszymy się, że w końcu zainteresowałeś się jakąś dziewczyną. Jest naprawdę świetna.-oznajmiła. Ktoś tu się chyba rozpędził.
-Wow, zwolnij. Znasz ją?-zapytałem
-Tak, chodzimy razem na francuski.-wzruszyła ramionami.
-Ja się z nią nie umawiam. Raz przypadkowo na nią wpadłem, a dzisiaj tylko odprowadziłem.-czułem się jak na przesłuchaniu. Ciągle ktoś mnie kontroluje. Chyba czekali na ten moment od dawna. Aż zobaczą mnie z jakąś dziewczyną, by zacząć plotki. Oni się kiedyś odczepią?
-Zazwyczaj z takich przypadkowych spotkań coś wynika.-powiedział chłopak, popijając po łyku jogurt naturalny... chwila, jogurt? Ach no tak, pan laluś dba o linie.
-Nie tym razem. To zwykła nieznajoma. Zrozumcie to. Nie mam zamiaru pakować się teraz w jakie kol wiek związki. A jeżeli by tak było, wy wiedzielibyście pierwsi.. albo i nie. -oznajmiłem. Oni chyba nie mają zamiaru odpuścić.
-Oj błagam cię. Widziałem jak się na nią gapisz. Ona jest dla Ciebie idealna. Może uda ci się przy niej zapomnieć o.. -Rydel ponownie szturchnęła go w ramie, na co on jedynie pisnął. Wiem kogo miał na myśli.
-Przegiąłeś stary. Nigdy o niej nie zapomne. Może dla was Laura jest idealna, ale dla mnie Emma była jedyną. Nie wiem czy kiedyś kto kol wiek zastąpi jej miejsce. Weźcie to sobie do serca.-chlusnąłem chłopakowi w twarz resztką wody. Roześmiałem się sarkastycznie.- To dla ochłody.-rzuciłem pustą butelkę w jego strone i pobiegłem na góre. Rzuciłem się na łóżko. Nikt nie zajmie miejsca Emmy. Ona była moją jedyną. ''Obiecaj mi, że znajdziesz godną mnie zastępczynie twego serca.'' Nie, nie, nie! Wiem, że jej to obiecałem. Ale ja po prostu nie potrafię o niej zapomnieć. Ni stąd ni zowąd usłyszałem pukanie do drzwi. Ktoś po chwili wszedł. To była Stormie. Och, pewnie już wszystko wie.
-Jak tam?-zapytała tym swoim kochanym i troskliwym głosem. On mnie zawsze uspokaja.
-Źle mi ze sobą.-wyznałem szczerze. Nie mogłem dusić tego w sobie. W rodzeństwie nie mam w oparcia. Mam tylko ją. Nad opiekuńczą, ale za to wspaniałą rodzicielke, której mogę powiedzieć wszystko. Podniosłem się z łóżka i zebrałem myśli.
-Mamo. Co byś zrobiła na moim miejscu? .. Gdybyś straciła tate?... Gdyby Mark odszedł. Jakbyś przebrnęła przez to? Czy wpuściłabyś kogoś na jego miejsce?-zupełnie bez powodu byłem przerażony tym, co może mi powiedzieć. Ale wiem, że tylko od niej uzyskam szczerą odpowiedź.
-Było by mi bardzo ciężko się pozbierać. Nie wiem czy bym się z tym pogodziła, bo go bardzo kocham. Ale z czasem, pewnie po długim czasie spróbowałabym ułożyć sobie życie na nowo. Wiem, że Mark by tego chciał. Nikt nie zmusza cię, żebyś pogodził się z utratą ukochanej z dnia na dzień. Owszem minęło wiele czasu, ale to nie oznacza, że masz już się w byle kim zakochać. Jesteś młody. Życie przed tobą. Masz jeszcze czas by zaplanować sobie każdy jego szczegół i kto będzie go z tobą dzielił. Rób tylko to co sprawia, że jesteś szczęśliwy, a nie to czego wymagają inni. Nie dopasowuj się, odstawaj od reszty. Nie urodziłeś się by być idealny, chodź dla mnie jesteś, skarbie. Pamiętaj, ze wszystkim da się rade uporać, trzeba tylko chcieć.-wstała powoli z łóżka i pocałowała mnie w czoło, po czym poczochrała mi włosy. Następnie wyszła z pokoju, pociągając za sobą leciutko klamkę. Tego potrzebowałem. Powiedziała mi dokładnie to czego oczekiwałem. Jedyna osoba, którą kocham najmocniej na świecie i która mnie rozumie bezgranicznie. Mam jednak w kimś oparcie. Moje życie nie zmieni się jednak tak łatwo. Z paleniem skończę pewnie za kilka lat, nałóg nie odpuszcza. Poprawiając poduszkę dostrzegłem elektryka pod nią. Wziąłem go do ust, po czym wypuściłem powoli dym. Szybko go schowałem by nikt nie dostrzegł. Kto wie, może znowu ktoś tu wparuje.
Spojrzałem beznamiętnie na zegarek. 22. Postanowiłem, że i tak nie mam nic do roboty więc spróbuje zasnąć. Będę miał więcej siły rano i może nie będe takim zrzędą jak zazwyczaj. Okryłem się kołdrą, wtuliłem w poduchę, zamknąłem oczy i odpłynąłem.

***********************************************************************
Heeej : ) Długo czekaliście na 3 rozdział. Wiem i przepraszam. Ostatnio sporo rzeczy się u mnie działo. Nie miałam kompletnie czasu na to by co kol wiek napisać. Rozdział kończyłam od północy  do 2 w nocy. Ale macie! : ) Kolejny powinien pojawić się szybciej, bo mam już pomysł na niego. Liczę na to, że wam się spodoba. xx


Komentujesz? Motywujesz ! : )

wtorek, 1 lipca 2014

Chapter Two 'she's just random stranger'

Wróciłem do domu obojętny i zagubiony. Czułem się źle ze samym sobą. Chciałbym zmienić to wszystko, ale chyba za późno na zmiany. Wszedłem do domu, rzuciłem plecak w kąt i zamknąłem drzwi. Z salonu dobiegał krzyk chłopaków. Podszedłem do nich by zobaczyć co jest przyczyną tych całych wrzasków. Tata i bracia siedzieli na kanapie i oglądali mecz.
-Już jesteś tak blisko bramki, dasz radę!-wykrzyczał pełen zapału Riker.
-Był tak blisko, a ten go wywalił i odebrał mu piłkę. Co za baran!-wykrzyczał Rocky rzucając popcornem w telewizor. Tata obrócił się i spojrzał w moją stronę.
-Co tak późno synu? Jest 18. Zawsze wracasz 3 godziny wcześniej.-odwrócił się z powrotem i zajadał resztki popcornu.
-Eee.. musiałem się przejść. Świeże powietrze dobrze mi zrobiło.-wymusiłem uśmiech, zdjąłem buty i pobiegłem po schodach na górę.
Rzuciłem się na łóżko, po czym bezmyślnie wpatrywałem się w sufit.
-Co ja zrobiłem ze swoim życiem.-rzuciłem obojętnie w myślach. Zaczął padać deszcz. Och, idealna pogoda na takiego doła. Obok łóżka miałem szafkę nocną. Nigdy nic na niej nie kładłem. Jedyne co tam stoi to zdjęcie Emmy. Wziąłem je do ręki, po czym ponownie opadłem na łóżko.
-Mogliśmy być razem tacy szczęśliwi. Czy odnajdę kiedyś kogoś podobnego do Ciebie? Pogodzę się kiedyś z twoim odejściem?

***
(retrospekcja, ross)

Siedziałem przy łóżku Emmy dobre kilka godzin. Moje oczy zakrywały ręce, zaś moje dłonie były całe mokre od łez. Spojrzałem na nią, miała zamknięte oczy. Włosy opadały jej lekko na twarz. Głaskałem powoli jej policzek opuszkami palców, jednocześnie roniąc klika łez.
-A pamiętasz jak jechaliśmy kolejką górską? Piszczałaś jak szalona. Świetnie się wtedy bawiliśmy.-mówiłem przez łzy. Lekarze mówią, że podczas śpiączki ludzie słyszą większość wypowiadanych słów.
-Dasz sobie rade skarbie. Przebrniemy przez to razem.-ścisnąłem mocno jej dłoń, przyglądając się w rozpaczy jej twarzy. Miała taką nieskazitelną skórę. Te niebieskie oczy, zakryte pod powiekami. Oczy.. OCZY!! Ona mrugnęła. To jest znak! Ona mrugnęła! Pobiegłem natychmiast do lekarza.
-Panie doktorze ona mrugnęła. Widziałem to na własne oczy!-zacząłem się uśmiechać przebijając radością łzy. Lekarz jedynie westchnął ściskając mi ramie.
-Panie Lynch, to normalna reakcja wśród ludzi z śpiączką. Nie raz się to zdarzyło. Proszę zachować spokój. To nic nadzwyczajnego.-poklepał mnie po plecach i odszedł. Bezdusznik, cholera. Usiadłem ponownie przy łóżku i wpatrywałem się w nią. Przyglądałem się uważnie jej. Może mi odbiło? Paranoja? Kto wie. Nie spałem dwa dni, to możliwe. Przyglądałem się jak powieki jej ponownie drżą. Jednak nie zwariowałem. Po chwili... jej powieki uniosły się do góry i ujrzałem jej piękne, błękitne oczy jak perły. Myślałem, że zwariuje ze szczęścia.
-Emma! Obudziłaś się!-zacząłem ją obdarowywać pocałunkami w policzek, a ta patrzyła na mnie znieruchomiała. Jakby była martwa i jedynie miała otwarte oczy. Przerażał mnie ten widok.
-Witaj.-dla niej samym trudem było uśmiechnąć się.
-Jak się czujesz?-ścisnąłem jej ręke jak tylko mogłem.
-Posłuchaj Ross-spojrzała w nasze splatające się razem dłonie.- To już koniec. Odchodzę na tamten świat.. wróciłam tylko się pożegnać-serce prawie wyskoczyło mi z piersi i połamało na milion kawałków.
-Nie, nie, nie ! Co ty wygadujesz? Będziesz żyła. Razem będziemy.-uśmiechnąłem się do niej. Podniosła bardzo wolno dłoń w moją stronę, ocierając mi łzy z policzka.
-Miałam jedną drogę do przebycia. Ten etap jest jej końcem.-rozryczałem się jak debil. Nie wiedziałem co mam powiedzieć.
-Ale... ty.. ee.. nie możesz mnie zostawić. -mówiłem przez łzy. Ona spojrzała na mnie pełna spokoju i troski. Widziałem jak dusiła w sobie łzy.
-Chciałabym być tu z tobą. Ale nie mogę. Ten pan na górze dał mi mało czasu.-uśmiechnęła się lekko tłumiąc łzy.- Będę tu zawsze przy tobie. Każdego dnia. Będę obecna może nie ciałem, ale duchem. Obiecaj mi, że znajdziesz godną mnie zastępczynie twego serca-nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Myślałem, że zaraz oszaleje.
-Obiecaj.-wypowiedziała błagalnym tonem, a ja wytarłem łzy spod oczu, spojrzałem w góre i wziąłem głęboki oddech.
-Obiecuje.-przytuliłem ją bardzo mocno. Ona resztkami sił odwzajemniła po czym jej głowa opadła na poduszkę, a powieki opadły na jej oczy. Jedyne co widziałem to długa prostą linię i dźwięk dochodzący z jednych z tych maszyn. Odeszła. Lekarze i pielęgniarki zakryły jej ciało białym płótnem.
***

Na samo wspomnienie tego wydarzenia, po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Natychmiast ją wytarłem i odłożyłem zdjęcie na miejsce. Kiedy już w pewnym stopniu się ogarnąłem pobiegłem na dół do kuchni. Wyjąłem z lodówki sok i zacząłem pić prosto z kartonu. Momentalnie usłyszałem czyjeś kroki, przez co połowę wylałem na koszulkę.
-Hahaha łajza. P.s to nie higieniczne -usłyszałem głos mojej siostry i odetchnąłem z ulgą, po czym lekko przewróciłem oczami. Włosy miała rozczochrane i była zaspana. Która to godzina? Spojrzałem na zegarek. 23. Serio? Kiedy to zleciało? Westchnąłem i odłożyłem resztkę soku na miejsce. Oparłem się o blat i zacząłem rozmyślać.
-Nie możesz spać?-spytałem siostry, opierając swoją brodę o dłoń i spojrzałem na nią obojętnie.
-No. Już 2 godziny próbuje usnąć. Nic nie pomaga. A ty?-spytała po czym wzięła do ręki butelkę wody mineralnej i wypiła łyk.
-Powiedzmy, że miałem koszmar. Potem się obudziłem. Okazało się, że to rzeczywistość w której żyje.-Rydel spojrzała na mnie troskliwym wzrokiem. Och, wyczuwam przemowę.
-Ross. Powiedz mi, czy to chodzi o tą osobę, którą myślę? -czyżby miała na myśli Emmę?
-To zależy.-jedynie westchnąłem.
-Oj chyba jednak myślimy to tym samym. Ross, posłuchaj. Musisz żyć dalej. Nie możesz się załamywać na każdym kroku. Spójrz na siebie. Masz życie przed sobą. Na prawdę chcesz przeżyć je w ten sposób? -zsiadła z krzesła po czym podeszła do mnie -Przemyśl to.-mrugnęła, a następnie udała się na górę. Za pewne do swojego pokoju. Może i Rydel ma racje. Niestety łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Nie dam sobie rady sam. Nie mam komu zaufać. Przyjaciele się ode mnie odwrócili a rodzina uważa, że moim jedynym problemem są oceny. Nie mam nikogo, prawde mówiąc. No.. czas zakończyć to rozmyślanie. -Łóżko czekaa!!-wykrzyknąłem uśmiechnięty.. w sumie dawno się uśmiechałem, ale to był tak wymuszony uśmiech. Pobiegłem na góre po czym wbiłem się w poduchę, okryłem kocem i odpłynąłem.

Ranek

Budzik. Cholerny budzik. Znowu on mi zniszczył cudowny poranek. Sobota.. co ja będę robił? Pewnie to co zwykle. Telewizor, zakupy, spanie. Tak, oto mój plan na resztę dnia. Rozleniwiony, przetarłem oczy, ziewając przy tym. Powolnym ruchem poczłapałem do szafy, gdzie wybrałem ubranie na dziś. No, czas na śniadanie. Zbiegłem szybko po schodach, wyjąłem byle co z lodówki i zacząłem jeść. Oparłem się o blat kuchenny i powoli brałem każdy kęs. Rocky rozczochrany ziewał, schodząc powoli po schodach na dół. Westchnąłem tylko z uśmiechem na jego widok.
-Spać.-jedyne słowo, które wypowiedział, po czym podszedł do lodówki i wypił resztkę soku pomarańczowego, który wczoraj zostawiłem.
-No to idź. Po cholere wstawałeś?-spytałem popijając ostatni kęs kanapki wodą niegazowaną.
-Muszę iść na miasto. Idziesz ze mną?
-Eee.. nie wiem czy to dobry pomysł-nie miałem ochoty dzisiaj nigdzie iść. Akurat dzisiaj mu się zachciało.
-O nie, stary. Ciągle siedzisz w domu i nigdzie nie wychodzisz. Zbieraj się.-chciałem jakoś się wymigać, ale chłopak zniknął mi z oczu, a ja jedynie westchnąłem na myśl, że muszę wyjść dzisiaj z domu. Pobiegłem zatem do pokoju po telefon. Zauważyłem, że miga mi mała biała kropka w rogu wyświetlacza. Mam powiadomienie. Ratliff napisał.

Wiadomość SMS:
''Musimy się spotkać i pogadać. To ważne. Tam gdzie zawsze.''

Zaniepokoiło mnie to trochę. W sumie i tak będe przechodził z Rocky'm obok tego miejsca, więc nie ma problemu.
Ktoś zapukał do drzwi. Za pewne to Rocky. Otworzyłem drzwi. Hah, no bo kto by inny.
-Buuu! Hahahaha, nabrałeś się. Idziemy. Gotowy?-pomachałem głową i wyruszyliśmy.
Sklep był parę ulic dalej, ale Rocky nigdy nie chce płacić za autobus, a tata zabrał samochód do pracy, więc trzeba iść na piechote. Do mojej głowy znowu wróciło wczorajsze wspomnienie. Emma. Muszę ją 'odwiedzić'. Ale nie teraz. Muszę trochę się ogarnąć po tym wszystkim.
Z zamyśleń wyrwał mnie brat krzycząc 'Łoo patrz jaka laska'. Udałem zainteresowanie i szliśmy dalej. Niedaleko jest kawiarnia w której umówiłem się z Ratliffem. Zazwyczaj tam przychodzimy się widywać. Usłyszałem wrzaski dochodzące z niej. Z ciekawości zajrzałem co to mogło być. I tak szukam tutaj Ell'a więc co mi szkodzi. Bójka. Och, jak ja dawno w żadnej nie uczestniczyłem. Od 2 lat jestem typem samotnika więc to dlatego. Może to i lepiej. Chciałbym lepiej się przyjrzeć tej bijatyce, ale staruszka zasłaniała mi pole widzenia. Minąłem ją i stałem centralnie przed nimi. To Ralitff. No i oczywiście Mackfloy. Szkolny osiłek. Zawsze ma do kogoś wonty. Pobiegłem do niego.
-Ej! Co tu się dzieje? Co wy do cholery od niego chcecie?-wykrzyknąłem na całą kawiarnie. Kelnerka spojrzała na mnie, tak jakbym był wybawcą. Och, nie ma tu nikogo odważnego, żeby stawić czoła? Cóż, trzeba to zmienić.
-Ooo no proszę, kogo my tu mamy. Palący Lincz przyszedł na ratunek.-roześmiał się i przybił piątke ze swoimi ''przyjaciółmi''. Och, szacunek na dzielni. Super. Rocky stał z tyłu. Jak to on, zawsze woli zostać nietknięty.
-Oo nie gościu, teraz przegiąłeś-wziąłem go dwoma rękami za jego picu picu kurteczkę, całą skórzaną i palnąłem go o stół tak, aż cały stolik wylądował na nim wraz z zawartością.
Mack wstał, otarł keczup z policzka i przymierzył się do ataku, lecz za nim mu się to udało, uderzyłem go z pięści w twarz. Nos zaczął mu krwawić. Ratliff przyglądał się obok cały przerażony. Czy tylko ja tu jestem facetem do cholery?!
-No. Może teraz się czegoś nauczysz-kopnąłem go leżącego, on jedynie syknął z bólu, a ja wyszłem z kawiarenki. Byłem wkurzony, że Ell mnie tu ściągnął. W jakim celu? Ze strachu? A może w ukrytym celu? Miałem mętlik w głowie. Momentalnie po moich dwóch stronach pojawił się Rocky i Ratliff.
-Wow. Niezły tam byłeś.-pochwalił mnie Rocky, poklepując po ramieniu.
-Czasem trzeba, zamiast stać z boku jak to ty zawsze robisz. A ty po cholere mnie tam ściągnąłeś?-spojrzałem na chłopaka.-Bałeś się go? A może masz coś do ukrycia?-byłem zły jak cholera. Nic mnie w tej chwili nie uspokoi.
-Poszedłem do łazienki i wysłałem ci tego sms'a specjalnie. On czepił się jednej z tych kelnerek. Więc..-nie dałem mu dokończyć.-Więc szlachetny rycerz Ratliff stanął w jej obronie, a później pewien olbrzym chciał sprać ci tyłek, więc żeby wyjść z tego gładko zadzwoniłeś po mnie.-wyszczerzył oczy, a ja jedynie westchnąłem.- Wow. Lepiej bym tego nie streścił.-on wie, że ja też mogłem oberwać? On jest dużo silniejszy ode mnie. Gdybym nie chodził na karate, boks i sztuki walki to prawdopodobnie bym tam poległ.
-Tak właściwie.. dlaczego on powiedział do Ciebie 'Palący Lincz'?-zapytał zaciekawiony Rocky. O kurwa. Stał daleko, jak on to usłyszał? Wbiłem wzrok w chodnik i próbowałem zmienić temat.
-Eee no bo.. patrz ! Jest w końcu nasz sklep!-chłopak pobiegł jak szalony, a ja odetchnąłem z ulgą.
-Mnie nie nabierzesz. Mów, czemu on tak do Ciebie mówi?-skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a mi przyśpieszyło tętno.
-Hej! Uratowałem cię przed Mackfloy'em. Powinieneś mi dziękować, bo za pewne byś teraz siedział na pogotowiu.-roześmiałem się i powolnym krokiem wszedłem do drogerii. Wzrokiem zacząłem szukać Rocky'ego. Gdy już go znalazłem natychmiast do niego pobiegłem. Zauważyłem, że ma w koszyku odżywke do włosów, jakieś kremy i balsamy.
-Gościu. Serio?-spojrzałem na niego sarkastycznym wzrokiem, chodź nie wiem czy tak to można nazwać.
-No co? Trzeba o siebie dbać. Ty powinieneś coś o tym wiedzieć.-wskazał palcem na włosy.
-Ja nie używam niczego szczególnego. Po prostu myje włosy, jak każdy. Ty za to masz niezły zapłon.-roześmiałem się i poszedłem w swoją stronę. Też sobie coś kupię. Oo. Nowy elektryk by się przydał. Ale tutaj raczej go nie kupie. Spytam Boba. On jest w pewnym sensie dilerem, ale właśnie takich elektryków i papierosów, dla nieletnich. Wystarczy mieć pieniądze. Jakoś muszę się wymigać od chłopaków. Rozglądałem się we wszystkie strony. Czysto. Wybiegłem automatycznie ze sklepu.
Kiedy już byłem z dala od sklepu odetchnąłem, bo wiedziałem, że mogę iść wolniej, gdyż nikt mnie
nie śledzi. Chyba. Byłem już niedaleko. Bob zawsze chowa się w swojej kryjówce, lub po prostu chowa tam tylko towar i stoi na zewnątrz. Tym razem postąpił według drugiej opcji. Rozejrzałem się po ulicy, czy jakiś samochód nie jedzie i pobiegłem w jego stronę. Na mój widok pomachał mi i sam do mnie podszedł.
-Siema Lynch, to co zawsze?-zapytał pełen promiennego uśmiechu, taa to pewnie przez używki.
-Nie. Masz elektryka?-zapytałem ponownie rozglądając się czy nikogo nie ma na horyzoncie. Mam lekką paranoje, bo po prostu czuje, że ktoś mnie śledzi. Bob wręczył mi opakowanie z elektrykiem, dużym zapasem olejków i ładowarką. Wręczyłem mu pieniądze, schowałem zakup i pobiegłem póki nikt mnie nie zauważył. Ciągle się rozglądałem. Przez to wpadłem na kogoś. Och, to dziewczyna.
-Wybacz, ślepy jestem.-podałem jej ręke.-Wszystko okej? Nic ci nie złamałem?-roześmiałem się.
-Tak, chyba tak.-strzepywała brud z ubrania i uśmiechnęła się w moją stronę.
-Jestem Laura.-podała mi rękę.
-Ross. Witaj.-odwzajemniłem uścisk. -Przepraszam, muszę uciekać. Jestem.. ee.. spóźniony. Na razie.-pobiegłem, następnie się odwróciłem i pomachałem jej, przez co znowu wylądowałem na kimś. Boże, na serio kupie sobie okulary. Och, to tylko Rocky.
-Uważaj trochę młody.-wykrzyknął chłopak, gdyż wszystkie zakupy wypadły mu na chodnik.
-Och, żebyś się czasem nie pobrudził.-roześmiałem się i pomogłem mu zbierać produkty do siatki. Podałem mu ręke, żeby mogł wstać, po czym skierowaliśmy się w kierunku domu.
-Ej, linczuś.-szturchnął mnie w ręke. Spojrzałem na niego z miną 'wtf'. - Co rokuś?-potrzepotałęm rzęsami sarkastycznie i uśmiechnąłem się najszerzej jak mogłem. Chłopak jedynie przewrócił oczami. -Co to była za laska z którą gadałeś?-widział ją? Kiedy?
-To tylko przypadkowa nieznajoma. Drobiazg.-machnąłem ręką na znak, że mi tamto zdarzenie jest obojętne i za nim się obejrzałem byliśmy już pod domem. Jedyne słowo jakie mi się nasunęło przed wejściem do domu... Laura. Palnąłem się w głowe i szybko otrząsnąłem. Od razu jak weszliśmy do domu Rocky pobiegł do Stormie.
-Hej mamo! Zgadnij jaki niesamowity żel kupiłem.-roześmiałem się i pobiegłem do pokoju, biegnąc co drugi schodek. Rzuciłem się na łóżko, załóżyłem słuchawki, włączyłem hip hop zamknąłem pokój, po czym włożyłem elektryka do ust i wypuściłem wolno dym. Tęskniłem za tym. Z uśmiechem na twarzy położyłem się na łóżko i napawałem się tym uczuciem. To chyba nigdy mi się nie znudzi.

*********************************************************************
No witajcie! Dosyć szybko dodaje ten rozdział, który powinien ukazać się dopiero jutro, bądź w czwartek, ale miałam wene i wolałam już go dodać. 3 rozdział pojawi się za pewne  w sobote, lub za tydzień. To zależy. Przede wszystkim dziękuje za prawie 500 wyświetleń na tak mało postów. Jesteście niesamowici. Mam nadzieje, że rozdział wam się spodoba. Pracowałam nad każdym jego szczegółem. Ps. Jeśli nie wiecie co to retrospekcja, po prostu wpiszcie w Google :)  

Komentujesz? Motywujesz ! xoxo.
pamiętaj : )