wtorek, 1 lipca 2014

Chapter Two 'she's just random stranger'

Wróciłem do domu obojętny i zagubiony. Czułem się źle ze samym sobą. Chciałbym zmienić to wszystko, ale chyba za późno na zmiany. Wszedłem do domu, rzuciłem plecak w kąt i zamknąłem drzwi. Z salonu dobiegał krzyk chłopaków. Podszedłem do nich by zobaczyć co jest przyczyną tych całych wrzasków. Tata i bracia siedzieli na kanapie i oglądali mecz.
-Już jesteś tak blisko bramki, dasz radę!-wykrzyczał pełen zapału Riker.
-Był tak blisko, a ten go wywalił i odebrał mu piłkę. Co za baran!-wykrzyczał Rocky rzucając popcornem w telewizor. Tata obrócił się i spojrzał w moją stronę.
-Co tak późno synu? Jest 18. Zawsze wracasz 3 godziny wcześniej.-odwrócił się z powrotem i zajadał resztki popcornu.
-Eee.. musiałem się przejść. Świeże powietrze dobrze mi zrobiło.-wymusiłem uśmiech, zdjąłem buty i pobiegłem po schodach na górę.
Rzuciłem się na łóżko, po czym bezmyślnie wpatrywałem się w sufit.
-Co ja zrobiłem ze swoim życiem.-rzuciłem obojętnie w myślach. Zaczął padać deszcz. Och, idealna pogoda na takiego doła. Obok łóżka miałem szafkę nocną. Nigdy nic na niej nie kładłem. Jedyne co tam stoi to zdjęcie Emmy. Wziąłem je do ręki, po czym ponownie opadłem na łóżko.
-Mogliśmy być razem tacy szczęśliwi. Czy odnajdę kiedyś kogoś podobnego do Ciebie? Pogodzę się kiedyś z twoim odejściem?

***
(retrospekcja, ross)

Siedziałem przy łóżku Emmy dobre kilka godzin. Moje oczy zakrywały ręce, zaś moje dłonie były całe mokre od łez. Spojrzałem na nią, miała zamknięte oczy. Włosy opadały jej lekko na twarz. Głaskałem powoli jej policzek opuszkami palców, jednocześnie roniąc klika łez.
-A pamiętasz jak jechaliśmy kolejką górską? Piszczałaś jak szalona. Świetnie się wtedy bawiliśmy.-mówiłem przez łzy. Lekarze mówią, że podczas śpiączki ludzie słyszą większość wypowiadanych słów.
-Dasz sobie rade skarbie. Przebrniemy przez to razem.-ścisnąłem mocno jej dłoń, przyglądając się w rozpaczy jej twarzy. Miała taką nieskazitelną skórę. Te niebieskie oczy, zakryte pod powiekami. Oczy.. OCZY!! Ona mrugnęła. To jest znak! Ona mrugnęła! Pobiegłem natychmiast do lekarza.
-Panie doktorze ona mrugnęła. Widziałem to na własne oczy!-zacząłem się uśmiechać przebijając radością łzy. Lekarz jedynie westchnął ściskając mi ramie.
-Panie Lynch, to normalna reakcja wśród ludzi z śpiączką. Nie raz się to zdarzyło. Proszę zachować spokój. To nic nadzwyczajnego.-poklepał mnie po plecach i odszedł. Bezdusznik, cholera. Usiadłem ponownie przy łóżku i wpatrywałem się w nią. Przyglądałem się uważnie jej. Może mi odbiło? Paranoja? Kto wie. Nie spałem dwa dni, to możliwe. Przyglądałem się jak powieki jej ponownie drżą. Jednak nie zwariowałem. Po chwili... jej powieki uniosły się do góry i ujrzałem jej piękne, błękitne oczy jak perły. Myślałem, że zwariuje ze szczęścia.
-Emma! Obudziłaś się!-zacząłem ją obdarowywać pocałunkami w policzek, a ta patrzyła na mnie znieruchomiała. Jakby była martwa i jedynie miała otwarte oczy. Przerażał mnie ten widok.
-Witaj.-dla niej samym trudem było uśmiechnąć się.
-Jak się czujesz?-ścisnąłem jej ręke jak tylko mogłem.
-Posłuchaj Ross-spojrzała w nasze splatające się razem dłonie.- To już koniec. Odchodzę na tamten świat.. wróciłam tylko się pożegnać-serce prawie wyskoczyło mi z piersi i połamało na milion kawałków.
-Nie, nie, nie ! Co ty wygadujesz? Będziesz żyła. Razem będziemy.-uśmiechnąłem się do niej. Podniosła bardzo wolno dłoń w moją stronę, ocierając mi łzy z policzka.
-Miałam jedną drogę do przebycia. Ten etap jest jej końcem.-rozryczałem się jak debil. Nie wiedziałem co mam powiedzieć.
-Ale... ty.. ee.. nie możesz mnie zostawić. -mówiłem przez łzy. Ona spojrzała na mnie pełna spokoju i troski. Widziałem jak dusiła w sobie łzy.
-Chciałabym być tu z tobą. Ale nie mogę. Ten pan na górze dał mi mało czasu.-uśmiechnęła się lekko tłumiąc łzy.- Będę tu zawsze przy tobie. Każdego dnia. Będę obecna może nie ciałem, ale duchem. Obiecaj mi, że znajdziesz godną mnie zastępczynie twego serca-nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Myślałem, że zaraz oszaleje.
-Obiecaj.-wypowiedziała błagalnym tonem, a ja wytarłem łzy spod oczu, spojrzałem w góre i wziąłem głęboki oddech.
-Obiecuje.-przytuliłem ją bardzo mocno. Ona resztkami sił odwzajemniła po czym jej głowa opadła na poduszkę, a powieki opadły na jej oczy. Jedyne co widziałem to długa prostą linię i dźwięk dochodzący z jednych z tych maszyn. Odeszła. Lekarze i pielęgniarki zakryły jej ciało białym płótnem.
***

Na samo wspomnienie tego wydarzenia, po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Natychmiast ją wytarłem i odłożyłem zdjęcie na miejsce. Kiedy już w pewnym stopniu się ogarnąłem pobiegłem na dół do kuchni. Wyjąłem z lodówki sok i zacząłem pić prosto z kartonu. Momentalnie usłyszałem czyjeś kroki, przez co połowę wylałem na koszulkę.
-Hahaha łajza. P.s to nie higieniczne -usłyszałem głos mojej siostry i odetchnąłem z ulgą, po czym lekko przewróciłem oczami. Włosy miała rozczochrane i była zaspana. Która to godzina? Spojrzałem na zegarek. 23. Serio? Kiedy to zleciało? Westchnąłem i odłożyłem resztkę soku na miejsce. Oparłem się o blat i zacząłem rozmyślać.
-Nie możesz spać?-spytałem siostry, opierając swoją brodę o dłoń i spojrzałem na nią obojętnie.
-No. Już 2 godziny próbuje usnąć. Nic nie pomaga. A ty?-spytała po czym wzięła do ręki butelkę wody mineralnej i wypiła łyk.
-Powiedzmy, że miałem koszmar. Potem się obudziłem. Okazało się, że to rzeczywistość w której żyje.-Rydel spojrzała na mnie troskliwym wzrokiem. Och, wyczuwam przemowę.
-Ross. Powiedz mi, czy to chodzi o tą osobę, którą myślę? -czyżby miała na myśli Emmę?
-To zależy.-jedynie westchnąłem.
-Oj chyba jednak myślimy to tym samym. Ross, posłuchaj. Musisz żyć dalej. Nie możesz się załamywać na każdym kroku. Spójrz na siebie. Masz życie przed sobą. Na prawdę chcesz przeżyć je w ten sposób? -zsiadła z krzesła po czym podeszła do mnie -Przemyśl to.-mrugnęła, a następnie udała się na górę. Za pewne do swojego pokoju. Może i Rydel ma racje. Niestety łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Nie dam sobie rady sam. Nie mam komu zaufać. Przyjaciele się ode mnie odwrócili a rodzina uważa, że moim jedynym problemem są oceny. Nie mam nikogo, prawde mówiąc. No.. czas zakończyć to rozmyślanie. -Łóżko czekaa!!-wykrzyknąłem uśmiechnięty.. w sumie dawno się uśmiechałem, ale to był tak wymuszony uśmiech. Pobiegłem na góre po czym wbiłem się w poduchę, okryłem kocem i odpłynąłem.

Ranek

Budzik. Cholerny budzik. Znowu on mi zniszczył cudowny poranek. Sobota.. co ja będę robił? Pewnie to co zwykle. Telewizor, zakupy, spanie. Tak, oto mój plan na resztę dnia. Rozleniwiony, przetarłem oczy, ziewając przy tym. Powolnym ruchem poczłapałem do szafy, gdzie wybrałem ubranie na dziś. No, czas na śniadanie. Zbiegłem szybko po schodach, wyjąłem byle co z lodówki i zacząłem jeść. Oparłem się o blat kuchenny i powoli brałem każdy kęs. Rocky rozczochrany ziewał, schodząc powoli po schodach na dół. Westchnąłem tylko z uśmiechem na jego widok.
-Spać.-jedyne słowo, które wypowiedział, po czym podszedł do lodówki i wypił resztkę soku pomarańczowego, który wczoraj zostawiłem.
-No to idź. Po cholere wstawałeś?-spytałem popijając ostatni kęs kanapki wodą niegazowaną.
-Muszę iść na miasto. Idziesz ze mną?
-Eee.. nie wiem czy to dobry pomysł-nie miałem ochoty dzisiaj nigdzie iść. Akurat dzisiaj mu się zachciało.
-O nie, stary. Ciągle siedzisz w domu i nigdzie nie wychodzisz. Zbieraj się.-chciałem jakoś się wymigać, ale chłopak zniknął mi z oczu, a ja jedynie westchnąłem na myśl, że muszę wyjść dzisiaj z domu. Pobiegłem zatem do pokoju po telefon. Zauważyłem, że miga mi mała biała kropka w rogu wyświetlacza. Mam powiadomienie. Ratliff napisał.

Wiadomość SMS:
''Musimy się spotkać i pogadać. To ważne. Tam gdzie zawsze.''

Zaniepokoiło mnie to trochę. W sumie i tak będe przechodził z Rocky'm obok tego miejsca, więc nie ma problemu.
Ktoś zapukał do drzwi. Za pewne to Rocky. Otworzyłem drzwi. Hah, no bo kto by inny.
-Buuu! Hahahaha, nabrałeś się. Idziemy. Gotowy?-pomachałem głową i wyruszyliśmy.
Sklep był parę ulic dalej, ale Rocky nigdy nie chce płacić za autobus, a tata zabrał samochód do pracy, więc trzeba iść na piechote. Do mojej głowy znowu wróciło wczorajsze wspomnienie. Emma. Muszę ją 'odwiedzić'. Ale nie teraz. Muszę trochę się ogarnąć po tym wszystkim.
Z zamyśleń wyrwał mnie brat krzycząc 'Łoo patrz jaka laska'. Udałem zainteresowanie i szliśmy dalej. Niedaleko jest kawiarnia w której umówiłem się z Ratliffem. Zazwyczaj tam przychodzimy się widywać. Usłyszałem wrzaski dochodzące z niej. Z ciekawości zajrzałem co to mogło być. I tak szukam tutaj Ell'a więc co mi szkodzi. Bójka. Och, jak ja dawno w żadnej nie uczestniczyłem. Od 2 lat jestem typem samotnika więc to dlatego. Może to i lepiej. Chciałbym lepiej się przyjrzeć tej bijatyce, ale staruszka zasłaniała mi pole widzenia. Minąłem ją i stałem centralnie przed nimi. To Ralitff. No i oczywiście Mackfloy. Szkolny osiłek. Zawsze ma do kogoś wonty. Pobiegłem do niego.
-Ej! Co tu się dzieje? Co wy do cholery od niego chcecie?-wykrzyknąłem na całą kawiarnie. Kelnerka spojrzała na mnie, tak jakbym był wybawcą. Och, nie ma tu nikogo odważnego, żeby stawić czoła? Cóż, trzeba to zmienić.
-Ooo no proszę, kogo my tu mamy. Palący Lincz przyszedł na ratunek.-roześmiał się i przybił piątke ze swoimi ''przyjaciółmi''. Och, szacunek na dzielni. Super. Rocky stał z tyłu. Jak to on, zawsze woli zostać nietknięty.
-Oo nie gościu, teraz przegiąłeś-wziąłem go dwoma rękami za jego picu picu kurteczkę, całą skórzaną i palnąłem go o stół tak, aż cały stolik wylądował na nim wraz z zawartością.
Mack wstał, otarł keczup z policzka i przymierzył się do ataku, lecz za nim mu się to udało, uderzyłem go z pięści w twarz. Nos zaczął mu krwawić. Ratliff przyglądał się obok cały przerażony. Czy tylko ja tu jestem facetem do cholery?!
-No. Może teraz się czegoś nauczysz-kopnąłem go leżącego, on jedynie syknął z bólu, a ja wyszłem z kawiarenki. Byłem wkurzony, że Ell mnie tu ściągnął. W jakim celu? Ze strachu? A może w ukrytym celu? Miałem mętlik w głowie. Momentalnie po moich dwóch stronach pojawił się Rocky i Ratliff.
-Wow. Niezły tam byłeś.-pochwalił mnie Rocky, poklepując po ramieniu.
-Czasem trzeba, zamiast stać z boku jak to ty zawsze robisz. A ty po cholere mnie tam ściągnąłeś?-spojrzałem na chłopaka.-Bałeś się go? A może masz coś do ukrycia?-byłem zły jak cholera. Nic mnie w tej chwili nie uspokoi.
-Poszedłem do łazienki i wysłałem ci tego sms'a specjalnie. On czepił się jednej z tych kelnerek. Więc..-nie dałem mu dokończyć.-Więc szlachetny rycerz Ratliff stanął w jej obronie, a później pewien olbrzym chciał sprać ci tyłek, więc żeby wyjść z tego gładko zadzwoniłeś po mnie.-wyszczerzył oczy, a ja jedynie westchnąłem.- Wow. Lepiej bym tego nie streścił.-on wie, że ja też mogłem oberwać? On jest dużo silniejszy ode mnie. Gdybym nie chodził na karate, boks i sztuki walki to prawdopodobnie bym tam poległ.
-Tak właściwie.. dlaczego on powiedział do Ciebie 'Palący Lincz'?-zapytał zaciekawiony Rocky. O kurwa. Stał daleko, jak on to usłyszał? Wbiłem wzrok w chodnik i próbowałem zmienić temat.
-Eee no bo.. patrz ! Jest w końcu nasz sklep!-chłopak pobiegł jak szalony, a ja odetchnąłem z ulgą.
-Mnie nie nabierzesz. Mów, czemu on tak do Ciebie mówi?-skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a mi przyśpieszyło tętno.
-Hej! Uratowałem cię przed Mackfloy'em. Powinieneś mi dziękować, bo za pewne byś teraz siedział na pogotowiu.-roześmiałem się i powolnym krokiem wszedłem do drogerii. Wzrokiem zacząłem szukać Rocky'ego. Gdy już go znalazłem natychmiast do niego pobiegłem. Zauważyłem, że ma w koszyku odżywke do włosów, jakieś kremy i balsamy.
-Gościu. Serio?-spojrzałem na niego sarkastycznym wzrokiem, chodź nie wiem czy tak to można nazwać.
-No co? Trzeba o siebie dbać. Ty powinieneś coś o tym wiedzieć.-wskazał palcem na włosy.
-Ja nie używam niczego szczególnego. Po prostu myje włosy, jak każdy. Ty za to masz niezły zapłon.-roześmiałem się i poszedłem w swoją stronę. Też sobie coś kupię. Oo. Nowy elektryk by się przydał. Ale tutaj raczej go nie kupie. Spytam Boba. On jest w pewnym sensie dilerem, ale właśnie takich elektryków i papierosów, dla nieletnich. Wystarczy mieć pieniądze. Jakoś muszę się wymigać od chłopaków. Rozglądałem się we wszystkie strony. Czysto. Wybiegłem automatycznie ze sklepu.
Kiedy już byłem z dala od sklepu odetchnąłem, bo wiedziałem, że mogę iść wolniej, gdyż nikt mnie
nie śledzi. Chyba. Byłem już niedaleko. Bob zawsze chowa się w swojej kryjówce, lub po prostu chowa tam tylko towar i stoi na zewnątrz. Tym razem postąpił według drugiej opcji. Rozejrzałem się po ulicy, czy jakiś samochód nie jedzie i pobiegłem w jego stronę. Na mój widok pomachał mi i sam do mnie podszedł.
-Siema Lynch, to co zawsze?-zapytał pełen promiennego uśmiechu, taa to pewnie przez używki.
-Nie. Masz elektryka?-zapytałem ponownie rozglądając się czy nikogo nie ma na horyzoncie. Mam lekką paranoje, bo po prostu czuje, że ktoś mnie śledzi. Bob wręczył mi opakowanie z elektrykiem, dużym zapasem olejków i ładowarką. Wręczyłem mu pieniądze, schowałem zakup i pobiegłem póki nikt mnie nie zauważył. Ciągle się rozglądałem. Przez to wpadłem na kogoś. Och, to dziewczyna.
-Wybacz, ślepy jestem.-podałem jej ręke.-Wszystko okej? Nic ci nie złamałem?-roześmiałem się.
-Tak, chyba tak.-strzepywała brud z ubrania i uśmiechnęła się w moją stronę.
-Jestem Laura.-podała mi rękę.
-Ross. Witaj.-odwzajemniłem uścisk. -Przepraszam, muszę uciekać. Jestem.. ee.. spóźniony. Na razie.-pobiegłem, następnie się odwróciłem i pomachałem jej, przez co znowu wylądowałem na kimś. Boże, na serio kupie sobie okulary. Och, to tylko Rocky.
-Uważaj trochę młody.-wykrzyknął chłopak, gdyż wszystkie zakupy wypadły mu na chodnik.
-Och, żebyś się czasem nie pobrudził.-roześmiałem się i pomogłem mu zbierać produkty do siatki. Podałem mu ręke, żeby mogł wstać, po czym skierowaliśmy się w kierunku domu.
-Ej, linczuś.-szturchnął mnie w ręke. Spojrzałem na niego z miną 'wtf'. - Co rokuś?-potrzepotałęm rzęsami sarkastycznie i uśmiechnąłem się najszerzej jak mogłem. Chłopak jedynie przewrócił oczami. -Co to była za laska z którą gadałeś?-widział ją? Kiedy?
-To tylko przypadkowa nieznajoma. Drobiazg.-machnąłem ręką na znak, że mi tamto zdarzenie jest obojętne i za nim się obejrzałem byliśmy już pod domem. Jedyne słowo jakie mi się nasunęło przed wejściem do domu... Laura. Palnąłem się w głowe i szybko otrząsnąłem. Od razu jak weszliśmy do domu Rocky pobiegł do Stormie.
-Hej mamo! Zgadnij jaki niesamowity żel kupiłem.-roześmiałem się i pobiegłem do pokoju, biegnąc co drugi schodek. Rzuciłem się na łóżko, załóżyłem słuchawki, włączyłem hip hop zamknąłem pokój, po czym włożyłem elektryka do ust i wypuściłem wolno dym. Tęskniłem za tym. Z uśmiechem na twarzy położyłem się na łóżko i napawałem się tym uczuciem. To chyba nigdy mi się nie znudzi.

*********************************************************************
No witajcie! Dosyć szybko dodaje ten rozdział, który powinien ukazać się dopiero jutro, bądź w czwartek, ale miałam wene i wolałam już go dodać. 3 rozdział pojawi się za pewne  w sobote, lub za tydzień. To zależy. Przede wszystkim dziękuje za prawie 500 wyświetleń na tak mało postów. Jesteście niesamowici. Mam nadzieje, że rozdział wam się spodoba. Pracowałam nad każdym jego szczegółem. Ps. Jeśli nie wiecie co to retrospekcja, po prostu wpiszcie w Google :)  

Komentujesz? Motywujesz ! xoxo.
pamiętaj : )

13 komentarzy:

  1. Hhahaha pierwsza jestem ♥ Rozdział piękny kocham ♥Na pewno będę tu częściej zaglądać ;D pisz kolejny! Zapraszam do mnie --> http://hurtbylife.blogspot.com/ ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe spotkanie:)
    Nie mogę się doczekać następnego

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeeeju, to jest niesamowite *-* Jesteś bardzo utalentowana ;3
    Lauraa! Nareszcie :D
    Ten moment kiedy Emma umierała.. prawie się popłakałam ;_; Biedna dziewczyna ;/
    Czekam na 3 :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny *.* wspaniałe piszesz!

    OdpowiedzUsuń
  5. wreszcie Laura ^_^ jej... jak opisywałaś te śmierć to patrzyłam się na ekran jak wryta xd ja pierdziele.... masz tanet :p czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku, rozdział cudo! Pięknie to wszystko opisujesz i mimo to, że mam dziś lenia i nie chce mi się nic czytać ani komentować, to ten rozdział czytałam i komentuję z wielką satysfakcją i chęcią :)
    No i jest Laura w końcu :D
    Czekam na następny ;3 ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. - Jestem Laura.
    W tym momencie krzyk. Jeju, czy coś z tego będzie? ;) no mam nadzieję :D
    Ps. Lubię krzyczeć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. aww Lau jest ;3. I rozdział jest :D. Normalnie mnie to opowiadanie wciągnęło jak nie wiem co. ;p Jesteś super utalentowana :3. Rozdzial jest wspaniały, czekam nnaaaaaa nastęęęępny ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudo *-* Niemogłam się już doczekać Lau ale udało się! Super piszesz ^_^ Czekam na next ;3

    OdpowiedzUsuń
  10. Niesamowity rozdział ^^ Czekam na next :) Wpadniesz do mnie? Będzie mi ogroooomnie miło *-*

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudny rozdział. Dopiero teraz co odkryłam tego bloga. Już go obserwuję
    Zapraszam cię do mnie, wejdziesz?
    http://raura-i-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostałaś nominowana do liebster blog award pytania tutaj -> http://raura-i-love.blogspot.com/2014/07/liebster-award.html

      Usuń
  12. Cudny rozdział! Tak wielbię tego bloga..Ach ten Ross..czemu on pali? Nie kapuję?!
    Ja chcę next!

    OdpowiedzUsuń