Wróciłem do domu obojętny i
zagubiony. Czułem się źle ze samym sobą. Chciałbym zmienić to
wszystko, ale chyba za późno na zmiany. Wszedłem do domu, rzuciłem
plecak w kąt i zamknąłem drzwi. Z salonu dobiegał krzyk
chłopaków. Podszedłem do nich by zobaczyć co jest przyczyną tych
całych wrzasków. Tata i bracia siedzieli na kanapie i oglądali
mecz.
-Już jesteś tak blisko bramki, dasz
radę!-wykrzyczał pełen zapału Riker.
-Był tak blisko, a ten go wywalił i
odebrał mu piłkę. Co za baran!-wykrzyczał Rocky rzucając
popcornem w telewizor. Tata obrócił się i spojrzał w moją
stronę.
-Co tak późno synu? Jest 18. Zawsze
wracasz 3 godziny wcześniej.-odwrócił się z powrotem i zajadał
resztki popcornu.
-Eee.. musiałem się przejść. Świeże
powietrze dobrze mi zrobiło.-wymusiłem uśmiech, zdjąłem buty i
pobiegłem po schodach na górę.
Rzuciłem się na łóżko, po czym
bezmyślnie wpatrywałem się w sufit.
-Co ja zrobiłem ze swoim
życiem.-rzuciłem obojętnie w myślach. Zaczął padać deszcz.
Och, idealna pogoda na takiego doła. Obok łóżka miałem szafkę
nocną. Nigdy nic na niej nie kładłem. Jedyne co tam stoi to
zdjęcie Emmy. Wziąłem je do ręki, po czym ponownie opadłem na
łóżko.
-Mogliśmy być razem tacy szczęśliwi.
Czy odnajdę kiedyś kogoś podobnego do Ciebie? Pogodzę się kiedyś
z twoim odejściem?
***
(retrospekcja, ross)
Siedziałem przy łóżku Emmy dobre
kilka godzin. Moje oczy zakrywały ręce, zaś moje dłonie były
całe mokre od łez. Spojrzałem na nią, miała zamknięte oczy.
Włosy opadały jej lekko na twarz. Głaskałem powoli jej policzek
opuszkami palców, jednocześnie roniąc klika łez.
-A pamiętasz jak jechaliśmy kolejką
górską? Piszczałaś jak szalona. Świetnie się wtedy
bawiliśmy.-mówiłem przez łzy. Lekarze mówią, że podczas
śpiączki ludzie słyszą większość wypowiadanych słów.
-Dasz sobie rade skarbie. Przebrniemy
przez to razem.-ścisnąłem mocno jej dłoń, przyglądając się w
rozpaczy jej twarzy. Miała taką nieskazitelną skórę. Te
niebieskie oczy, zakryte pod powiekami. Oczy.. OCZY!! Ona mrugnęła.
To jest znak! Ona mrugnęła! Pobiegłem natychmiast do lekarza.
-Panie doktorze ona mrugnęła.
Widziałem to na własne oczy!-zacząłem się uśmiechać
przebijając radością łzy. Lekarz jedynie westchnął ściskając
mi ramie.
-Panie Lynch, to normalna reakcja wśród
ludzi z śpiączką. Nie raz się to zdarzyło. Proszę zachować
spokój. To nic nadzwyczajnego.-poklepał mnie po plecach i odszedł.
Bezdusznik, cholera. Usiadłem ponownie przy łóżku i wpatrywałem
się w nią. Przyglądałem się uważnie jej. Może mi odbiło?
Paranoja? Kto wie. Nie spałem dwa dni, to możliwe. Przyglądałem
się jak powieki jej ponownie drżą. Jednak nie zwariowałem. Po
chwili... jej powieki uniosły się do góry i ujrzałem jej piękne,
błękitne oczy jak perły. Myślałem, że zwariuje ze szczęścia.
-Emma! Obudziłaś się!-zacząłem ją
obdarowywać pocałunkami w policzek, a ta patrzyła na mnie
znieruchomiała. Jakby była martwa i jedynie miała otwarte oczy.
Przerażał mnie ten widok.
-Witaj.-dla niej samym trudem było
uśmiechnąć się.
-Jak się czujesz?-ścisnąłem jej
ręke jak tylko mogłem.
-Posłuchaj Ross-spojrzała w nasze
splatające się razem dłonie.- To już koniec. Odchodzę na tamten
świat.. wróciłam tylko się pożegnać-serce prawie wyskoczyło mi
z piersi i połamało na milion kawałków.
-Nie, nie, nie ! Co ty wygadujesz?
Będziesz żyła. Razem będziemy.-uśmiechnąłem się do niej.
Podniosła bardzo wolno dłoń w moją stronę, ocierając mi łzy z
policzka.
-Miałam jedną drogę do przebycia.
Ten etap jest jej końcem.-rozryczałem się jak debil. Nie
wiedziałem co mam powiedzieć.
-Ale... ty.. ee.. nie możesz mnie
zostawić. -mówiłem przez łzy. Ona spojrzała na mnie pełna
spokoju i troski. Widziałem jak dusiła w sobie łzy.
-Chciałabym być tu z tobą. Ale nie
mogę. Ten pan na górze dał mi mało czasu.-uśmiechnęła się
lekko tłumiąc łzy.- Będę tu zawsze przy tobie. Każdego dnia.
Będę obecna może nie ciałem, ale duchem. Obiecaj mi, że
znajdziesz godną mnie zastępczynie twego serca-nie wiedziałem co
mam odpowiedzieć. Myślałem, że zaraz oszaleje.
-Obiecaj.-wypowiedziała błagalnym
tonem, a ja wytarłem łzy spod oczu, spojrzałem w góre i wziąłem
głęboki oddech.
-Obiecuje.-przytuliłem ją bardzo
mocno. Ona resztkami sił odwzajemniła po czym jej głowa opadła na
poduszkę, a powieki opadły na jej oczy. Jedyne co widziałem to
długa prostą linię i dźwięk dochodzący z jednych z tych maszyn.
Odeszła. Lekarze i pielęgniarki zakryły jej ciało białym
płótnem.
***
Na samo wspomnienie tego wydarzenia, po
policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Natychmiast ją wytarłem i
odłożyłem zdjęcie na miejsce. Kiedy już w pewnym stopniu się
ogarnąłem pobiegłem na dół do kuchni. Wyjąłem z lodówki sok i
zacząłem pić prosto z kartonu. Momentalnie usłyszałem czyjeś
kroki, przez co połowę wylałem na koszulkę.
-Hahaha łajza. P.s to nie higieniczne
-usłyszałem głos mojej siostry i odetchnąłem z ulgą, po czym
lekko przewróciłem oczami. Włosy miała rozczochrane i była
zaspana. Która to godzina? Spojrzałem na zegarek. 23. Serio? Kiedy
to zleciało? Westchnąłem i odłożyłem resztkę soku na miejsce.
Oparłem się o blat i zacząłem rozmyślać.
-Nie możesz spać?-spytałem siostry,
opierając swoją brodę o dłoń i spojrzałem na nią obojętnie.
-No. Już 2 godziny próbuje usnąć.
Nic nie pomaga. A ty?-spytała po czym wzięła do ręki butelkę
wody mineralnej i wypiła łyk.
-Powiedzmy, że miałem koszmar. Potem
się obudziłem. Okazało się, że to rzeczywistość w której
żyje.-Rydel spojrzała na mnie troskliwym wzrokiem. Och, wyczuwam
przemowę.
-Ross. Powiedz mi, czy to chodzi o tą
osobę, którą myślę? -czyżby miała na myśli Emmę?
-To zależy.-jedynie westchnąłem.
-Oj chyba jednak myślimy to tym samym.
Ross, posłuchaj. Musisz żyć dalej. Nie możesz się załamywać na
każdym kroku. Spójrz na siebie. Masz życie przed sobą. Na prawdę
chcesz przeżyć je w ten sposób? -zsiadła z krzesła po czym
podeszła do mnie -Przemyśl to.-mrugnęła, a następnie udała się
na górę. Za pewne do swojego pokoju. Może i Rydel ma racje.
Niestety łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Nie dam sobie rady
sam. Nie mam komu zaufać. Przyjaciele się ode mnie odwrócili a
rodzina uważa, że moim jedynym problemem są oceny. Nie mam nikogo,
prawde mówiąc. No.. czas zakończyć to rozmyślanie. -Łóżko
czekaa!!-wykrzyknąłem uśmiechnięty.. w sumie dawno się
uśmiechałem, ale to był tak wymuszony uśmiech. Pobiegłem na góre
po czym wbiłem się w poduchę, okryłem kocem i odpłynąłem.
Ranek
Budzik. Cholerny budzik. Znowu on mi
zniszczył cudowny poranek. Sobota.. co ja będę robił? Pewnie to
co zwykle. Telewizor, zakupy, spanie. Tak, oto mój plan na resztę
dnia. Rozleniwiony, przetarłem oczy, ziewając przy tym. Powolnym
ruchem poczłapałem do szafy, gdzie wybrałem ubranie na dziś. No,
czas na śniadanie. Zbiegłem szybko po schodach, wyjąłem byle co z
lodówki i zacząłem jeść. Oparłem się o blat kuchenny i powoli
brałem każdy kęs. Rocky rozczochrany ziewał, schodząc powoli po
schodach na dół. Westchnąłem tylko z uśmiechem na jego widok.
-Spać.-jedyne słowo, które
wypowiedział, po czym podszedł do lodówki i wypił resztkę soku
pomarańczowego, który wczoraj zostawiłem.
-No to idź. Po cholere
wstawałeś?-spytałem popijając ostatni kęs kanapki wodą
niegazowaną.
-Muszę iść na miasto. Idziesz ze
mną?
-Eee.. nie wiem czy to dobry pomysł-nie
miałem ochoty dzisiaj nigdzie iść. Akurat dzisiaj mu się
zachciało.
-O nie, stary. Ciągle siedzisz w domu
i nigdzie nie wychodzisz. Zbieraj się.-chciałem jakoś się
wymigać, ale chłopak zniknął mi z oczu, a ja jedynie westchnąłem
na myśl, że muszę wyjść dzisiaj z domu. Pobiegłem zatem do
pokoju po telefon. Zauważyłem, że miga mi mała biała kropka w
rogu wyświetlacza. Mam powiadomienie. Ratliff napisał.
Wiadomość SMS:
''Musimy się spotkać i pogadać.
To ważne. Tam gdzie zawsze.''
Zaniepokoiło mnie to trochę. W sumie
i tak będe przechodził z Rocky'm obok tego miejsca, więc nie ma
problemu.
Ktoś zapukał do drzwi. Za pewne to
Rocky. Otworzyłem drzwi. Hah, no bo kto by inny.
-Buuu! Hahahaha, nabrałeś się.
Idziemy. Gotowy?-pomachałem głową i wyruszyliśmy.
Sklep był parę ulic dalej, ale Rocky
nigdy nie chce płacić za autobus, a tata zabrał samochód do
pracy, więc trzeba iść na piechote. Do mojej głowy znowu wróciło
wczorajsze wspomnienie. Emma. Muszę ją 'odwiedzić'. Ale nie teraz.
Muszę trochę się ogarnąć po tym wszystkim.
Z zamyśleń wyrwał mnie brat krzycząc
'Łoo patrz jaka laska'. Udałem zainteresowanie i szliśmy dalej.
Niedaleko jest kawiarnia w której umówiłem się z Ratliffem.
Zazwyczaj tam przychodzimy się widywać. Usłyszałem wrzaski
dochodzące z niej. Z ciekawości zajrzałem co to mogło być. I tak
szukam tutaj Ell'a więc co mi szkodzi. Bójka. Och, jak ja dawno w
żadnej nie uczestniczyłem. Od 2 lat jestem typem samotnika więc to
dlatego. Może to i lepiej. Chciałbym lepiej się przyjrzeć tej
bijatyce, ale staruszka zasłaniała mi pole widzenia. Minąłem ją
i stałem centralnie przed nimi. To Ralitff. No i oczywiście
Mackfloy. Szkolny osiłek. Zawsze ma do kogoś wonty. Pobiegłem do
niego.
-Ej! Co tu się dzieje? Co wy do
cholery od niego chcecie?-wykrzyknąłem na całą kawiarnie.
Kelnerka spojrzała na mnie, tak jakbym był wybawcą. Och, nie ma tu
nikogo odważnego, żeby stawić czoła? Cóż, trzeba to zmienić.
-Ooo no proszę, kogo my tu mamy.
Palący Lincz przyszedł na ratunek.-roześmiał się i przybił
piątke ze swoimi ''przyjaciółmi''. Och, szacunek na dzielni.
Super. Rocky stał z tyłu. Jak to on, zawsze woli zostać
nietknięty.
-Oo nie gościu, teraz
przegiąłeś-wziąłem go dwoma rękami za jego picu picu kurteczkę,
całą skórzaną i palnąłem go o stół tak, aż cały stolik
wylądował na nim wraz z zawartością.
Mack wstał, otarł keczup z policzka i
przymierzył się do ataku, lecz za nim mu się to udało, uderzyłem
go z pięści w twarz. Nos zaczął mu krwawić. Ratliff przyglądał
się obok cały przerażony. Czy tylko ja tu jestem facetem do
cholery?!
-No. Może teraz się czegoś
nauczysz-kopnąłem go leżącego, on jedynie syknął z bólu, a ja
wyszłem z kawiarenki. Byłem wkurzony, że Ell mnie tu ściągnął.
W jakim celu? Ze strachu? A może w ukrytym celu? Miałem mętlik w
głowie. Momentalnie po moich dwóch stronach pojawił się Rocky i
Ratliff.
-Wow. Niezły tam byłeś.-pochwalił
mnie Rocky, poklepując po ramieniu.
-Czasem trzeba, zamiast stać z boku
jak to ty zawsze robisz. A ty po cholere mnie tam
ściągnąłeś?-spojrzałem na chłopaka.-Bałeś się go? A może
masz coś do ukrycia?-byłem zły jak cholera. Nic mnie w tej chwili
nie uspokoi.
-Poszedłem do łazienki i wysłałem
ci tego sms'a specjalnie. On czepił się jednej z tych kelnerek.
Więc..-nie dałem mu dokończyć.-Więc szlachetny rycerz Ratliff
stanął w jej obronie, a później pewien olbrzym chciał sprać ci
tyłek, więc żeby wyjść z tego gładko zadzwoniłeś po
mnie.-wyszczerzył oczy, a ja jedynie westchnąłem.- Wow. Lepiej bym
tego nie streścił.-on wie, że ja też mogłem oberwać? On jest
dużo silniejszy ode mnie. Gdybym nie chodził na karate, boks i
sztuki walki to prawdopodobnie bym tam poległ.
-Tak właściwie.. dlaczego on
powiedział do Ciebie 'Palący Lincz'?-zapytał zaciekawiony Rocky. O
kurwa. Stał daleko, jak on to usłyszał? Wbiłem wzrok w chodnik i
próbowałem zmienić temat.
-Eee no bo.. patrz ! Jest w końcu nasz
sklep!-chłopak pobiegł jak szalony, a ja odetchnąłem z ulgą.
-Mnie nie nabierzesz. Mów, czemu on
tak do Ciebie mówi?-skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a mi
przyśpieszyło tętno.
-Hej! Uratowałem cię przed
Mackfloy'em. Powinieneś mi dziękować, bo za pewne byś teraz
siedział na pogotowiu.-roześmiałem się i powolnym krokiem
wszedłem do drogerii. Wzrokiem zacząłem szukać Rocky'ego. Gdy już
go znalazłem natychmiast do niego pobiegłem. Zauważyłem, że ma w
koszyku odżywke do włosów, jakieś kremy i balsamy.
-Gościu. Serio?-spojrzałem na niego
sarkastycznym wzrokiem, chodź nie wiem czy tak to można nazwać.
-No co? Trzeba o siebie dbać. Ty
powinieneś coś o tym wiedzieć.-wskazał palcem na włosy.
-Ja nie używam niczego szczególnego.
Po prostu myje włosy, jak każdy. Ty za to masz niezły
zapłon.-roześmiałem się i poszedłem w swoją stronę. Też sobie
coś kupię. Oo. Nowy elektryk by się przydał. Ale tutaj raczej go
nie kupie. Spytam Boba. On jest w pewnym sensie dilerem, ale właśnie
takich elektryków i papierosów, dla nieletnich. Wystarczy mieć
pieniądze. Jakoś muszę się wymigać od chłopaków. Rozglądałem
się we wszystkie strony. Czysto. Wybiegłem automatycznie ze sklepu.
Kiedy już byłem z dala od sklepu
odetchnąłem, bo wiedziałem, że mogę iść wolniej, gdyż nikt
mnie
nie śledzi. Chyba. Byłem już
niedaleko. Bob zawsze chowa się w swojej kryjówce, lub po prostu
chowa tam tylko towar i stoi na zewnątrz. Tym razem postąpił
według drugiej opcji. Rozejrzałem się po ulicy, czy jakiś
samochód nie jedzie i pobiegłem w jego stronę. Na mój widok
pomachał mi i sam do mnie podszedł.
-Siema Lynch, to co zawsze?-zapytał
pełen promiennego uśmiechu, taa to pewnie przez używki.
-Nie. Masz elektryka?-zapytałem
ponownie rozglądając się czy nikogo nie ma na horyzoncie. Mam
lekką paranoje, bo po prostu czuje, że ktoś mnie śledzi. Bob
wręczył mi opakowanie z elektrykiem, dużym zapasem olejków i
ładowarką. Wręczyłem mu pieniądze, schowałem zakup i pobiegłem
póki nikt mnie nie zauważył. Ciągle się rozglądałem. Przez to
wpadłem na kogoś. Och, to dziewczyna.
-Wybacz, ślepy jestem.-podałem jej
ręke.-Wszystko okej? Nic ci nie złamałem?-roześmiałem się.
-Tak, chyba tak.-strzepywała brud z
ubrania i uśmiechnęła się w moją stronę.
-Jestem Laura.-podała mi rękę.
-Ross. Witaj.-odwzajemniłem uścisk.
-Przepraszam, muszę uciekać. Jestem.. ee.. spóźniony. Na
razie.-pobiegłem, następnie się odwróciłem i pomachałem jej,
przez co znowu wylądowałem na kimś. Boże, na serio kupie sobie
okulary. Och, to tylko Rocky.
-Uważaj trochę młody.-wykrzyknął
chłopak, gdyż wszystkie zakupy wypadły mu na chodnik.
-Och, żebyś się czasem nie
pobrudził.-roześmiałem się i pomogłem mu zbierać produkty do
siatki. Podałem mu ręke, żeby mogł wstać, po czym skierowaliśmy
się w kierunku domu.
-Ej, linczuś.-szturchnął mnie w
ręke. Spojrzałem na niego z miną 'wtf'. - Co rokuś?-potrzepotałęm
rzęsami sarkastycznie i uśmiechnąłem się najszerzej jak mogłem. Chłopak jedynie przewrócił oczami.
-Co to była za laska z którą gadałeś?-widział ją? Kiedy?
-To tylko przypadkowa nieznajoma.
Drobiazg.-machnąłem ręką na znak, że mi tamto zdarzenie jest
obojętne i za nim się obejrzałem byliśmy już pod domem. Jedyne
słowo jakie mi się nasunęło przed wejściem do domu... Laura.
Palnąłem się w głowe i szybko otrząsnąłem. Od razu jak
weszliśmy do domu Rocky pobiegł do Stormie.
-Hej mamo! Zgadnij jaki niesamowity żel
kupiłem.-roześmiałem się i pobiegłem do pokoju, biegnąc co
drugi schodek. Rzuciłem się na łóżko, załóżyłem słuchawki,
włączyłem hip hop zamknąłem pokój, po czym włożyłem
elektryka do ust i wypuściłem wolno dym. Tęskniłem za tym. Z
uśmiechem na twarzy położyłem się na łóżko i napawałem się
tym uczuciem. To chyba nigdy mi się nie znudzi.
*********************************************************************
No witajcie! Dosyć szybko dodaje ten rozdział, który powinien ukazać się dopiero jutro, bądź w czwartek, ale miałam wene i wolałam już go dodać. 3 rozdział pojawi się za pewne w sobote, lub za tydzień. To zależy. Przede wszystkim dziękuje za prawie 500 wyświetleń na tak mało postów. Jesteście niesamowici. Mam nadzieje, że rozdział wam się spodoba. Pracowałam nad każdym jego szczegółem. Ps. Jeśli nie wiecie co to retrospekcja, po prostu wpiszcie w Google :)
Komentujesz? Motywujesz ! xoxo.
pamiętaj : )
Hhahaha pierwsza jestem ♥ Rozdział piękny kocham ♥Na pewno będę tu częściej zaglądać ;D pisz kolejny! Zapraszam do mnie --> http://hurtbylife.blogspot.com/ ;D
OdpowiedzUsuńCiekawe spotkanie:)
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać następnego
Jeeeju, to jest niesamowite *-* Jesteś bardzo utalentowana ;3
OdpowiedzUsuńLauraa! Nareszcie :D
Ten moment kiedy Emma umierała.. prawie się popłakałam ;_; Biedna dziewczyna ;/
Czekam na 3 :D
Cudowny *.* wspaniałe piszesz!
OdpowiedzUsuńwreszcie Laura ^_^ jej... jak opisywałaś te śmierć to patrzyłam się na ekran jak wryta xd ja pierdziele.... masz tanet :p czekam na next :D
OdpowiedzUsuńJejku, rozdział cudo! Pięknie to wszystko opisujesz i mimo to, że mam dziś lenia i nie chce mi się nic czytać ani komentować, to ten rozdział czytałam i komentuję z wielką satysfakcją i chęcią :)
OdpowiedzUsuńNo i jest Laura w końcu :D
Czekam na następny ;3 ^^
- Jestem Laura.
OdpowiedzUsuńW tym momencie krzyk. Jeju, czy coś z tego będzie? ;) no mam nadzieję :D
Ps. Lubię krzyczeć :)
aww Lau jest ;3. I rozdział jest :D. Normalnie mnie to opowiadanie wciągnęło jak nie wiem co. ;p Jesteś super utalentowana :3. Rozdzial jest wspaniały, czekam nnaaaaaa nastęęęępny ♥
OdpowiedzUsuńCudo *-* Niemogłam się już doczekać Lau ale udało się! Super piszesz ^_^ Czekam na next ;3
OdpowiedzUsuńNiesamowity rozdział ^^ Czekam na next :) Wpadniesz do mnie? Będzie mi ogroooomnie miło *-*
OdpowiedzUsuńCudny rozdział. Dopiero teraz co odkryłam tego bloga. Już go obserwuję
OdpowiedzUsuńZapraszam cię do mnie, wejdziesz?
http://raura-i-love.blogspot.com/
Zostałaś nominowana do liebster blog award pytania tutaj -> http://raura-i-love.blogspot.com/2014/07/liebster-award.html
UsuńCudny rozdział! Tak wielbię tego bloga..Ach ten Ross..czemu on pali? Nie kapuję?!
OdpowiedzUsuńJa chcę next!